W tym artykule:
Materiał jest częścią naszej akcji #Reset, gdzie edukujemy i wspieramy Polaków w walce z cichą epidemią kryzysów psychicznych.
Dlaczego ludzie odbierają sobie życie?
10 września co roku obchodzony jest Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. To wyjątkowo ważny problem społeczny, ponieważ liczba samobójstw w Polsce, mimo spadków w ciągu ostatnich lat, wciąż pozostaje wysoka. Tylko w 2025 roku odnotowano 10 159 prób samobójczych oraz 4 776 samobójstw zakończonych zgonem - wynika z danych Komendy Głównej Policji zestawionych w raporcie "Życie warte jest rozmowy".
Warto zaznaczyć, że nie można mówić o jednym konkretnym czynniku, który mógłby doprowadzić do samobójczej śmierci. Dr Halszka Witkowska, polska doktor nauk humanistycznych w zakresie suicydologii, konsultant kryzysowy, suicydolog, pomysłodawczyni i koordynator serwisu "Życie warte jest rozmowy", podkreśla, że zwykle jest to splot wielu doświadczeń i okoliczności: indywidualnych, sytuacyjnych, środowiskowych, społecznych i kulturowych.
- Często jest taki stereotyp, że ktoś odebrał sobie życie, bo się rozwiódł, miał problem w pracy albo nie zdał matury. Takie fałszywe przekonanie wynika z tego, że najczęściej widzimy tak zwany czynnik spustowy, czyli wydarzenie, które było najbliżej popełnienia samobójstwa lub podjęcia próby. Natomiast to nie jedna rzecz, tylko całe życie człowieka składa się na to, że podejmuje taką, a nie inną decyzję - komentuje dla WP abcZdrowie.
Ekspertka zaznacza też, że choroby i zaburzenia psychiczne zwiększają ryzyko, ale nie są obecne w każdym przypadku. - Nie ma znaku równa się pomiędzy depresją a myślami samobójczymi - podkreśla. - Do zachowań samobójczych dochodzi wtedy, kiedy jest więcej czynników ryzyka niż czynników chroniących. Może być tak, że ktoś przechodzi ciężki moment, ma nawet myśli samobójcze, ale ma na tyle silne czynniki chroniące, np. dobre relacje, pasje, że on poradzi sobie z tymi myślami samobójczymi - dodaje.
Kluczowy jest także stan emocjonalny osoby w kryzysie. Jak tłumaczy specjalistka, osoby podejmujące próbę samobójczą często doświadczają silnego bólu psychicznego, beznadziejności i poczucia braku wpływu na własne życie. - Ludzie nie odbierają sobie życia dlatego, że pragną śmierci, tylko dlatego, że nie są w stanie żyć dłużej z bólem, którego doświadczają - mówi.
Jak wspierać osoby w kryzysie psychicznym?
Doktor Witkowska opisuje wsparcie osoby w kryzysie poprzez zasadę "czterech Z": zauważ, zapytaj, zaakceptuj i zareaguj. Pierwszym krokiem jest zauważenie sygnałów, że z kimś dzieje się coś niepokojącego - może to być wycofanie, rezygnacja z kontaktów i zainteresowań, nerwowość, problemy ze snem czy jedzeniem.
Jak podkreśla, kryzys jednak nie zawsze jest widoczny, bo "ktoś może być uśmiechnięty, a w środku umierać". Zwraca też uwagę, że sygnały werbalne są często bagatelizowane. Według przywołanych przez ekspertkę badań 80 proc. osób, które popełniło samobójstwo, wcześniej o tym wspominało, jednak otoczenie nie zawsze traktowało te słowa wystarczająco poważnie. - Mogą to być zwroty: moje życie nie ma sensu, jestem beznadziejny, beze mnie będzie wam lepiej, to wszystko mnie przerasta, dla mnie już tutaj nie ma miejsca - wymienia ekspertka.
Kiedy coś nas niepokoi, warto zapytać wprost, co się dzieje i czy dana osoba ma myśli samobójcze. - Pytania o myśli samobójcze ratują życie. Ludzie boją się o to pytać, bo boją się, że zachęcą kogoś do tego, a jest dokładnie odwrotnie - zaznacza. Takie pytanie nie zwiększa ryzyka podjęcia próby, może natomiast otworzyć przestrzeń do rozmowy i pomóc ocenić, jak poważny jest kryzys. - Jeżeli ktoś powie, że miał już próby samobójcze albo że ma konkretny plan i wie, kiedy chce to zrobić, ważne jest, żebyśmy pamiętali, że zadzwonienie pod numer 112 może uratować czyjeś życie. Nie ma to negatywnych konsekwencji dla osoby zgłaszającej. To lekarz w karetce podejmuje decyzję, czy dana osoba powinna trafić do szpitala, a następnie lekarz psychiatra decyduje o ewentualnej hospitalizacji.
Kolejny krok to zaakceptowanie emocji drugiego człowieka, czyli wysłuchanie go bez oceniania. - Nie bagatelizuj, nie oceniaj. Nie doradzaj złotych rad - mówi ekspertka. Chodzi o to, by osoba w kryzysie poczuła, że jej ból i emocje są traktowane poważnie. Ostatni etap to zareagowanie, czyli pomoc w dotarciu do profesjonalnego wsparcia, np. psychologa, psychiatry, psychoterapeuty, interwenta kryzysowego.
Co warto zmienić w systemie?
Zdaniem dr Halszki Witkowskiej jednym z największych problemów jest brak koordynacji działań na rzecz zdrowia psychicznego. Inicjatyw jest wiele, ale często funkcjonują równolegle, bez wymiany informacji i wspólnych standardów. - Powinien powstać Krajowy Ośrodek Zdrowia Psychicznego, który koordynowałby działania i wprowadzał pewne standardy do tych działań, bo niestety przez to, że wszyscy zaczęli się tym zajmować, niektóre działania są na przykład wbrew założeniom profilaktycznym.
Ekspertka zwraca też uwagę na brak ciągłości. Część projektów działa tylko przez określony czas, a zanim informacja o nich dotrze do osób potrzebujących, wsparcie bywa już wygaszane. - Profilaktyka to nie jest działanie na rok czy dwa. To są działania nawet na dziesięciolecia - zaznacza.
Potrzebna jest również lepsza współpraca między resortami, samorządami i lokalnymi instytucjami. Szkoły, Centra Zdrowia Psychicznego, ośrodki interwencji kryzysowej i organizacje pozarządowe powinny wiedzieć o sobie nawzajem i mieć wypracowane zasady współpracy. Chodzi o to, by osoba w kryzysie nie trafiała do pojedynczej instytucji, ale była objęta skoordynowanym wsparciem z kilku stron.
Witkowska podkreśla też znaczenie działań w szkołach. Potrzebne są nie tylko szkolenia dla nauczycieli i rodziców, ale również jasne procedury postępowania w sytuacji, gdy uczeń jest w kryzysie, ma za sobą próbę samobójczą albo przeżywa żałobę po śmierci samobójczej bliskiej osoby. - Nie możemy przerzucać winy ani na rodziców, ani na szkołę. Trzeba pracować nad synergią, żeby dziecko miało bezpieczne środowisko zarówno w domu, jak i w szkole - podkreśla ekspertka.
Jak wspierać osoby w żałobie po śmierci samobójczej kogoś bliskiego?
Osoba, która straciła kogoś bliskiego w wyniku samobójstwa, przede wszystkim potrzebuje obecności drugiego człowieka. - Nie ma idealnych słów, by pocieszyć taką osobę. I nie chodzi o to, żebyśmy powiedzieli coś wyjątkowo mądrego albo coś, co sprawiłoby, że ten człowiek przestanie cierpieć, bo nie ma takich słów. Najważniejsze jest, żebyśmy byli obok, żebyśmy się nie bali o to zapytać, żebyśmy się nie bali o tym rozmawiać.
Ważne jest także, by nie "wymazywać" zmarłej osoby z rozmów. - Rodzice, którzy stracili dzieci, często wspominają, żeby nie bać się wypowiadać ich imienia, bo to, że tego dziecka nie ma z nami, nie znaczy, że ono nie było - zaznacza. Wsparciem może być także zwykła pomoc w codzienności: zrobienie zakupów, załatwienie drobnej sprawy czy zwykły SMS z propozycją spotkania.
Specjalistka zwraca również uwagę, że otoczenie często wycofuje się z obawy, że będzie przeszkadzać osobie w żałobie. Tymczasem może to pogłębiać jej samotność. - Do dziś pamiętam rozmowę z mężczyzną, który powiedział: "Kiedy mój syn zmarł śmiercią samobójczą, wszyscy przestali do mnie dzwonić. Wcześniej byłem bardzo aktywny, także publicznie, działałem w samorządzie i odbierałem kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkaset telefonów dziennie. Nagle mój telefon zamilkł na kilka miesięcy. Kiedy później zapytałem znajomych, dlaczego nikt się nie odzywał, usłyszałem: 'Wiedzieliśmy, że tak cierpisz, że pomyśleliśmy, że musisz być sam'". To mechanizm, w który niestety często wpadamy. Warto jednak pamiętać, że ten człowiek potrzebuje, żeby ktoś był obok. Złapał za rękę, pozwolił się wypłakać i czasem nic nie mówił, po prostu był.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.