Trwa ładowanie...

Epidemia koronawirusa obnażyła problemy polskiej służby zdrowia. W sieci pojawiają się ogłoszenia o pracę dla pielęgniarek

Jedne mogą zarabiać nawet kilkanaście tysięcy złotych, drugie straciły dużą część swoich dochodów. Kompletny chaos wywołany epidemią koronawirusa uderza w polskie pielęgniarki. Wiele z nich mówi o zastraszaniu i rozczarowaniu.

Zobacz film: "Choroby serca najczęstszą przyczyną zgonów Polaków"

1. "Kij" na pielęgniarki. Koronawirus sprawił, że dużo ryzykują, ale mniej zarabiają

Na internetowych portalach roi się od ogłoszeń pracy dla pielęgniarek. W niektórych województwach stawka za godzinę pracy w DPS-ach sięga nawet 150 zł brutto.

Agencje proponują pielęgniarkom "bezpieczne" wyjazdy do Niemiec z wypłatą ok. 4 tys. euro brutto plus tego dodatki. Mogłoby się wydawać, że epidemia koronawirusa sprawiła, że zawód pielęgniarek w końcu zaczął być w pełni doceniany i adekwatnie opłacany. Tymczasem sytuacja wygląda dokładnie na odwrót.

- Rzucono nas na pierwszą linię frontu, często bez podstawowych środków ochrony osobistej. Przy tym jesteśmy zastraszani karami finansowymi i składaniem doniesień do prokuratury. To upokarzające i rozczarowujące — mówi Mariola Łodzińska, wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych (NIPiP).

2. Średnia wieku pielęgniarek

W najlepszym przypadku zmiana trwa kilkanaście godzin, w najgorszym - cała dobę. Praca w ciągłym stresie. To dzisiaj realia wielu polskich pielęgniarek. Kobiet, które muszą zajmować się chorymi na COVID-19, kiedy same są często w grupie ryzyka. W tej chwili w Polsce jest zatrudnionych 257 tys. pielęgniarek i położnych, średnia wieku to 52 lata. Szacuje się, że w ciągu trzech lat aż 44 proc. pielęgniarek osiągnie wiek emerytalny.

- Od lat przestrzegaliśmy przed pojawieniem się luki pokoleniowej. Epidemia koronawirusa dobitnie obnażyła stan kadr medycznych - mówi z goryczą Mariola Łodzińska.

Młode pielęgniarki wyjeżdżają za granicę, gdzie mają wyższe zarobki i lepsze warunki pracy. W Polsce przed pandemią średnia krajowa płaca w pielęgniarstwie wynosiła 5400 brutto miesięcznie (dane GUS). Ta kwota uwzględnia dodatek do pensji w wysokości ok. 1200 zł brutto, który w 2018 roku wynegocjowały NIPIP oraz OZZPiP (Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych). Dodatku nie otrzymały wszystkie pielęgniarki. Na przykład te pracujące w DPS-ach nie dostały podwyżki.

W marcu 2020 roku wypłacanie dodatku miało się skończyć, a w międzyczasie miały zostać wypracowane docelowe rozwiązania. Epidemia jednak sprawiła, że rząd nie podjął się wprowadzenia nowych zasad, ale zgodził się przedłużyć wypłatę dodatku do końca roku.

- To jedyny bonus finansowy, który na chwilę obecną pielęgniarki i położne dostały od rządu — mówi Łodzińska.

3. Pielęgniarki tracą wynagrodzenie

Większej gratyfikacji finansowej nie odczuwają nawet pracownicy szpitali jednoimiennych, czyli takich, które w całości zostały przeznaczone do leczenia chorych na koronawirusa.

- Zaledwie część personelu otrzymała premie bądź dodatki czasowe do podstawowej pensji – opowiada Katarzyna Suda, spec. pielęgniarstwa chirurgicznego, członkini Stowarzyszenia pielęgniarek cyfrowych (SPC). - W szpitalach jednoimiennych personel często pracuje ponad własne siły. Pielęgniarki pełnią 12-godzinne dyżury po kilka dni z rzędu, bo takie wewnętrzne zarządzenia zostały wydane przez dyrektorów placówek. A czasami zdarzają się nawet 24-godzinne dyżury - dodaje.

Sytuacja pielęgniarek w innych szpitalach wcale nie jest lepsza.

- Wiemy, że w niektórych jednostkach zarobki zostały obniżone – mówi Katarzyna Suda. Szpitale masowo odwołują zabiegi i operacje. Pacjenci również unikają szpitali, ponieważ boją się zakażenia. Skoro zmniejsza się liczba chorych, to według zarządzających, personel też jest zbędny. Więc kontraktowym pielęgniarkom obcinane są dyżury albo proponuje się wykorzystać zaległe urlopy – mówi Suda.

4. Ograniczenia w wykonywaniu zawodu

Nie lepiej wygląda sytuacja pielęgniarek w prywatnych zakładach, gdzie również dochodzi do cięć etatów i obniżenia wynagrodzenia. Często jednak to same pielęgniarki muszą zrezygnować z pracy. To z kolei pokłosie kolejnych rządowych regulacji.

- Do tej pory pielęgniarki i położne ratowało to, że mogły dorabiać w innych placówkach i w różnych formach zatrudnienia. Najczęściej w szpitalach czy przychodniach miały umowę o pracę, a dorywczo pracowały w opiece dziennej. Teraz dociera do nas coraz więcej sygnałów, że w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad projektem rozporządzenia, który ma ograniczyć uprawiania wykonywanie zawodów medycznych tylko do głównego miejsca zatrudnienia. Oznacza to nie tylko spadek zarobków dla pielęgniarek, ale i kryzys, a nawet zapaść w całym systemie ochrony zdrowia. Najbardziej narażony jest cały system opieki domowej pielęgniarek. Kto ma się zająć tymi pacjentami? - pyta Mariola Łodzińska.

Już w tej chwili dyrektorzy placówek mogą zażądać od personelu, żeby ograniczył się tylko do jednego miejsca pracy. Ma to na celu zmniejszenie ryzyka rozpowszechniania się koronawirusa w placówkach medycznych.

- Szkoda, że państwo próbuje narzucać kolejne restrykcje, zamiast wprowadzić metodę, która już od dawna sprawdziła się wszędzie na świecie – szybkie testy dla całego personelu medycznego. To równie skutecznie może wykluczyć ewentualnie przenoszenie wirusa - mówi Łodzińska.

5. W szpitalach brakuje wszystkiego

- Wbrew temu, co mówi rząd, docierają do nas informacje, że personelowi medycznemu cały czas brakuje podstawowych środków ochrony. Nie ma wystarczającej ilości maseczek, przyłbic, fartuchów i kombinezonów. Najgorsza jest sytuacja w szpitalach powiatowych – mówi Mariola Łodzińska. Dla pielęgniarek w praktyce to oznacza, że każdego dnia idąc do pracy, narażają swoje życie i zdrowie. Według danych GIS do aż 17 proc. zakażonych koronawirusem to personel medyczny. Ponad 4,5 tys. medyków musiało się poddać kwarantannie.

- Niektóre pielęgniarki pracują na samozatrudnieniu. Muszą same sobie zabezpieczyć wszystkie środki ochronne. Ceny rynkowe są bardzo wysokie. Również dla szpitali to duże wydatki, więc środki ochrony indywidualnej zapewniane są w minimalnej ilości, co niestety, powoduje większe narażenie na zakażenie pracowników – opowiada Katarzyna Suda.

- Oprócz tego, trapią nas niejasne procedury, chaos, brak przeszkolenia personelu, narażenie na stres, zarówno ze strony pracodawców, jak i pacjentów. Brakuje izolatek. Personel medyczny musi poddawać się kwarantannie i czekać na wyniki, jeśli któryś z pacjentów jest podejrzany o zakażenie. Brakuje również testów dla chorych, przygotowywanych do operacji– wymienia Suda.

6. Nakazy pracy dla pielęgniarek

Jak przyznaje Łodzińska, najbardziej frustrujące w tej sytuacji jest to, że zamiast mobilizować i wspierać, rząd próbuje zastraszać pielęgniarki i wszystko egzekwować siłą. Przykładem są choćby nakazy pracy pod rygorem natychmiastowego wykonania.

Obecnie może je wystawić każdy wojewoda. W mazowieckim na przykład w ten sposób do pracy skierowano 150 osób, z czego w placówkach faktycznie stawiło się około 30. Za niezastosowanie się do nakazu grozi kara od 5 do 30 tys. zł. Najczęściej są to skierowania do DPS-ów, gdzie sytuacja jest najbardziej rozpaczliwa.

- Wokół nakazów pracy panuje kompletne zamieszanie i strach. Czasami pielęgniarki, położne muszą wyjechać do innych miast, jest to dla nich wielka niewiadoma, bo nikt nie określa warunków zatrudnienia, gdzie i w jakich warunkach będą zakwaterowane, a najważniejsze czy będą odpowiednie środki ochrony osobistej - mówi Łodzińska.

W tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich interweniowało ostatnio Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe. W ocenie stowarzyszenia, nakazy pracy często są bezprawne, bo wręczane matkom na urlopach macierzyńskich, samotnie wychowującym dzieci czy kobietom w ciąży. W dodatku znane są haniebne przypadki, kiedy w środku nocy przy włączonej sygnalizacji świetlnej policja dostarczała pielęgniarkom nakaz pracy.

- Metoda "kija” nie sprawdza się, zaś "marchewki” jak najbardziej. Mamy na to przykład ostatniej oferty pracy przy zakażonych podopiecznych w ośrodku przy ul. Bobrowieckiej w Warszawie. Wysoka gratyfikacja (stawka za godz. pracy 150 zł brutto – red.) i konkretny opis warunków pracy w ofercie, zadziałały. Bez afer, bez nakazu, bez udręczania pracowników, udało się w zaledwie kilka godzin zapewnić pacjentom profesjonalną opiekę – mówi Joanna Lewoniewska, spec. pielęgniarstwa rodzinnego, mgr pedagogiki i wiceprezes SPC.

7. Syndrom wypalenia zawodowego

Pielęgniarki mówią jednym głosem, że mimo niebezpieczeństwa i lekceważącego traktowania, codziennie chodzą do pracy z poczucia obowiązku. Co będzie, kiedy epidemia ucichnie?

- Sądzę, że wtedy możemy się spodziewać wielu rezygnacji z zawodu. Powodem będzie emerytalny wiek pielęgniarek i położnych oraz wyczerpanie psychiczne i fizyczne. Praca w warunkach podwyższonego ryzyka zawodowego, do tego presja społeczna, może doprowadzić do zespołu stresu pourazowego. Ponadto, dochodzi brak motywacji. Nie czarujmy się, pielęgniarki dalej próbuje się oszukiwać finansowo, nawet w czasach pandemii - mówi Katarzyna Kowalska, mgr pielęgniarstwa, prezes SPC.

Według Kowalskiej, po zakończeniu pandemii z pewnością powróci trend na wyjazdy za granice przez pielęgniarki. I przyczyną są nie tylko wyższe zarobki.

- Zarządzający ochroną zdrowia w Polsce zapomnieli, co to budowanie "relacji w zespołach" i szacunek do pracownika, zwłaszcza wykonującego zadania pod presją. Jeśli tego sobie nie przypomną, już niedługo nie będzie czego odbudowywać – podkreśla Katarzyna Kowalska.

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.