Trwa ładowanie...

Koronawirus w Wielkiej Brytanii. O sytuacji na miejscu opowiada Polka mieszkająca w Londynie

Kiedy w Polsce dzieci wracają do przedszkoli, otwierane są salony fryzjerskie i restauracje, oni cieszą się, że mogą po prostu swobodnie posiedzieć na trawie. Sytuacja w Wielkiej Brytanii jest na razie daleka od normalności. To jedno z państw, które najbardziej dotkliwie odczuło skutki epidemii. Brytyjczycy zajmują pierwsze miejsce w Europie i drugie na świecie za Amerykanami, pod względem liczby ofiar śmiertelnych koronawirusa.

1. Wielka Brytania łagodzi restrykcje. Jak wygląda teraz życie w Londynie?

Anna i Piotr Kucharscy opowiadają o "lockdownie" w Londynie. Ona pracuje, on łączy pracę zdalną z opieką nad dziećmi. Nie ma lekcji on-line ani prac domowych. Sami narzucili sobie obowiązek uczenia dzieci. Każdego dnia przez dwie godziny uczą je czytać i pisać. Postanowili, że ich dzieci będą miały konkretny rytm dnia, który pozwoli im się odnaleźć w niełatwej rzeczywistości pandemii koronawirusa.

Wprowadzone w Wielkiej Brytanii z dużym opóźnieniem restrykcje, należały do najsurowszych w Europie. Po dwóch miesiącach powoli wracają do normalności. O tym, jak wygląda życie w Londynie w czasach zarazy, opowiada Anna Kucharska.

Anna Kucharska 6 lat temu przeprowadziła się z mężem nad Tamizę
Anna Kucharska 6 lat temu przeprowadziła się z mężem nad Tamizę (arch. prywatne)

Katarzyna Grzęda-Łozicka, WP abcZdrowie: Jak wyglądała walka z koronawirusem w Wielkiej Brytanii z twojej perspektywy?

Anna Kucharska: Wielka Brytania bardzo późno wprowadziła restrykcje. Na początku była teoria podobna do Szwecji, że wszyscy musimy przez to przejść. Po czym okazało się, że skala zachorowań na COVID-19 była gigantyczna, ludzie zaczęli masowo umierać i wtedy kompletnie zmieniła się strategia, a premier wprowadził "lockdown".

Przez prawie dwa miesiące obowiązywały tutaj bardzo restrykcyjne zasady. Od 23 marca opuszczanie domów było dozwolone tylko w ściśle określonych celach. Mam wrażenie, że Anglicy są bardzo poukładanym narodem i mocno podporządkowali się do tych zaleceń. Można było wyjść tylko raz dziennie na spacer, nie można było nigdzie siadać ani z nikim się spotykać.

Dopiero od ostatniej niedzieli poluzowano te ograniczenia i można spędzać czas na świeżym powietrzu, na przykład posiedzieć na trawie, zrobić piknik, uprawiać sport. Wcześniej to było zakazane. Teraz możesz się spotkać z jedną osobą, ale na zewnątrz, nadal nie możesz odwiedzić jej w domu. Obowiązuje też zalecenie, by zachować 2 metry dystansu.

Od 23 marca Brytyjczycy mieli zakaz wychodzenia z domów i przemieszczania się bez uzasadnionych powodów
Od 23 marca Brytyjczycy mieli zakaz wychodzenia z domów i przemieszczania się bez uzasadnionych powodów (arch. prywatne)

W środę rozpoczął się pierwszy etap warunkowego znoszenia restrykcji, ale tylko w Anglii. Widzisz spore zmiany? Czuć jeszcze niepokój, czy wszyscy się już przyzwyczaili do tej sytuacji?

Najważniejsza zmiana jest taka, że od 13 maja ludzie, którzy nie są w stanie pracować zdalnie, mogą wrócić do pracy. I rzeczywiście widać teraz ludzi na ulicach, pojawiło się więcej samochodów. Te zmiany właściwie zauważyłam mniej więcej od niedzieli.

Wcześniej na ulicach były totalne pustki. Poza tym, jak człowiek wychodził na ten spacer raz dziennie, czuł się tak strasznie nieswojo, to było naprawdę stresujące. Normalnie jak idziesz na spacer, to się relaksujesz, natomiast w ostatnim czasie to wychodzenie koncentrowało się na tym, żeby wszystkich omijać i zachować 2 metry dystansu. Dochodziło do absurdalnych sytuacji, a nawet do spięć między ludźmi, jeden drugiego upominał :"Jest pan za blisko".

Na początku, jak cała epidemia się zaczęła, bardzo trudno było zrobić zakupy, ciężko było dostać na przykład papier toaletowy, ryż, czy makaron, takie podstawowe rzeczy. Ludzie masowo wszystko wykupowali do tego stopnia, że nic nie zostawało dla osób starszych. Więc w pewnym momencie rząd zrobił listę ludzi, którzy są w grupie wysokiego ryzyka i muszą zostać w domu i wysłał do nich list z zaleceniem, żeby się izolowali, dotyczyło to m.in. astmatyków, osób z chorobami przewlekłymi, kobiet w ciąży i osób po 65 roku życia. Oni mieli pierwszeństwo przy zamawianiu zakupów on-line. Ja na przykład przez trzy tygodnie nie mogłam zrobić takich zakupów, bo priorytet miały osoby z tych grup ryzyka. Jak już mi się udało cokolwiek zamówić, to połowa zakupów nie przyszła. Przez długi czas miałam też problem z kupieniem jajek. Teraz jest już prawie normalnie, jest też papier toaletowy (śmiech).

Londyńskie uliczki nadal są dziwnie puste
Londyńskie uliczki nadal są dziwnie puste (arch. prywatne)

Jak ograniczenia jeszcze obowiązują?

Nadal są zamknięte sportowe obiekty i wszystkie place zabaw. Nie możemy uczestniczyć w żadnych imprezach masowych, spotykać w większych grupach niż 2 osoby. Wyjątkiem tutaj są pogrzeby, na nich może się spotkać większa liczba osób.

U mnie w przychodni nadal nie ma normalnych przyjęć pacjentów, przyjmowane są tylko nagłe przypadki. Chorzy czekają na wizytę przed przychodnią, pielęgniarka albo lekarz wychodzi po pacjenta i idą prosto do gabinetu.

Oficjalnie dalej utrzymywany jest ton, żeby dla bezpieczeństwa wszystkich w miarę możliwości siedzieć w domu.

Whitton, High Street
Whitton, High Street (arch. prywatne)

A ludzie stosuje się do tych zaleceń, czy zaczynają odpuszczać?

Ludzie tutaj mają już dosyć zamknięcia w domu. I to widać. Zaczynają się coraz bardziej buntować, też m.in. ze względu na finanse, zwłaszcza ci, którzy prowadzą własne biznesy.

Wszyscy tęsknią za spotkaniami i pubami, bo to jest przecież część tutejszej kultury. Zresztą to jest dość zabawne, bo ze statystyk rządowych wynika, że produkujemy teraz o 40 proc. więcej śmieci, więc wszyscy żartują, że teraz ludzie spożywają dużo więcej alkoholu w domu i stąd jest więcej śmieci.

Mówi się, że od 4 lipca mogą być otwarte puby, restauracje i hotele, ale z pewnymi ograniczeniami.

Nosicie maseczki?

Nie mamy takiego nakazu. Na ulicach jest trochę ludzi w maseczkach, ale w praktyce z ich noszeniem bywa różnie. Można zauważyć ludzi, którzy noszą je pod nosem albo na szyi. Podobnie z rękawiczkami, jak widzę kobietę, która wychodzi ze sklepu i nie zdejmuje rękawiczek, tylko wsiada w nich do samochodu, to wydaje mi się to absurdalne.

Place zabaw są zamknięte w całej Wielkiej Brytanii
Place zabaw są zamknięte w całej Wielkiej Brytanii (arch. prywatne)

Masz dwójkę małych dzieci. Szkoły są w większości zamknięte, czy są w związku z tym zajęcia on-line? Jak wygląda opieką nad dziećmi?

Wszystkie szkoły zostały zamknięte w marcu. Były pewne wyjątki. Przez ten dwa miesiące do szkół mogły chodzić dzieci osób, które muszą pracować i nie są w stanie zapewnić im opieki, dotyczyło to pracowników służby zdrowia, osób pracujących w sklepach, dostawców. W moim przypadku jest tak, że teraz mój mąż pracuje zdalnie z domu i dzieci są z nim. Natomiast ja pracuję w przychodni i przez cały czas chodziłam do pracy, nie miałam taryfy ulgowej.

Jeśli chodzi o zajęcia ze strony szkoły, to zależało to od danej placówki. Niektóre wysyłają rodzicom jakieś prace domowe, część prowadzi zajęcia zdalne, a inne przekazują tylko takie ogólne zalecenia, co należy zrobić, jaki jest temat przewodni danego miesiąca. Tak było w naszym przypadku. W związku z tym uczymy je we własnym zakresie, codziennie sami z mężem wymyślamy tematy, robimy z nimi ćwiczenia.

Dzieci bardzo tęsknią za swoimi przyjaciółmi ze szkoły. Radzimy sobie w ten sposób, że organizujemy im raz w tygodniu spotkania z ich znajomymi na skypie albo na czacie. Natomiast dla nich to jest sytuacja zupełnie niezrozumiała, mimo że tłumaczyliśmy im, co się stało, dlaczego tak to teraz wygląda.

Dzieci w Anglii przyklejają na oknach swoich domów rysunki tęczy
Dzieci w Anglii przyklejają na oknach swoich domów rysunki tęczy (arch. prywatne)

Jak wygląda teraz wasze życie? Czego najbardziej wam brakuje?

Jest ciężko. 24 godziny w jednym domu razem, od dwóch miesięcy, to jest ciężka sytuacja (śmiech). Ale jakoś sobie radzimy. Jest zupełnie inaczej. Doceniliśmy rzeczy kiedyś normalne, o których teraz można pomarzyć, jak wychodzenie na basen, czy do teatru. Bardzo brakuje nam kontaktu ze znajomymi, rozmów z ludźmi, nawet zwykłego wyjścia na plac zabaw. Psychicznie jest ciężko.

A z takich pozytywnych symboli, teraz w co drugim oknie wiszą tęcze namalowane przez dzieci. To symbol, że jutro będzie lepiej. Są również atrakcją dla dzieci, które wychodzą z rodzicami na spacer po "tęczowym szlaku". Z kolei co czwartek Brytyjczycy dziękują lekarzom i pielęgniarkom za walkę z epidemią. Wychodzą na ulice albo otwierają okna i klaszczą.

Zobacz film: "Brawa dla lekarzy, Londyn"

Wielka Brytania ma największą liczbę ofiar śmiertelnych w Europie. Mieszkacie w Londynie, więc wydaje się, że w zatłoczonym mieście to zagrożenie jest największe. Jak ty do tego podchodzisz. Boisz się?

Teraz? Już nie. Podchodzę do tego zdroworozsądkowo i spokojnie. Nie ma co panikować.

Dowiedz się, jak wygląda walka z epidemią w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Rosji, USA, Hiszpanii, Francji, we Włoszech i w Szwecji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.