Polacy biorą garściami. "Kilkanaście leków to jest standard"
Czy witaminy można przedawkować, z jakimi lekami mamy największy problem, kto przychodzi po "weekendowe narkotyki"? - Zdarzali mi się pacjenci, którzy brali ponad 20 leków i suplementów. To są naprawdę ogromne ilości - przyznała w nowym odcinku "O zdrowiu przy kawie" farmaceutka Dominika Lewandowska.
Ogromne pieniądze, kiepskie efekty
Dominika Lewandowska zaznaczyła, że mitem jest przekonanie, że suplementy wspierają długowieczność, a ci, którzy je reklamują, obiecują efekty, których albo nie będzie, albo będą one niewspółmierne do wydanych pieniędzy.
- Nawet jeśli ktoś się zastosuje do zasad, które dotyczą reklamowania suplementów, i nie powie wprost, że on leczy, to są stosowane takie socjotechniki, że pacjent i tak jest przekonany, że weźmie suplement i ten suplement go wyleczy - zwróciła uwagę farmaceutka w rozmowie z Katarzyną Prus w nowym odcinku programu "O zdrowiu przy kawie".
Odniosła się do bardzo popularnych swego czasu suplementów "na zakwaszenie organizmu". - Tymczasem to jest coś, co zostało wymyślone przez producentów. Jeśli my już faktycznie mamy z nim (zakwaszeniem organizmu - red.) do czynienia, to nie jest stan, z którym pacjent przyjdzie do apteki, to jest stan, który zagraża zdrowiu i który kończy się śmiercią. To samo robią influencerzy: pokazują potrzebę, która tak naprawdę nie istnieje. Korzystając ze swoich zasięgów, próbują nam wmówić, że my tego potrzebujemy, bo oni na tym zarabiają - zaznaczyła Lewandowska.
A aktualne gorące trendy np. kreatyna i kolagen? - Problemem tych suplementów jest fakt, że one mają pewne badania, ale niskiej jakości. Da się wyodrębnić małe grupy pacjentów, którym być może by to pomogło, ale na tym przede wszystkim zarabia się duże pieniądze - powiedziała. Podała przykład pacjentki, u której nie było żadnych wskazań do suplementacji, ale pierwsze, co dostała po wykupieniu planu treningowego na siłowni, to lista suplementów, w tym kreatyny.
- To samo z kolagenem, który wskoczył teraz półkę premium, te suplementy są bardzo drogie. Poleca się je na skórę, na stawy, ale koszty, jakie ponosi pacjent, są niewspółmierne do tego, co może z tego uzyskać - dodała.
Witaminy i zioła można przedawkować
Przekonanie, że suplementy mogą zdziałać cuda, może być bardzo niebezpieczne, bo tak jak leki, można je przedawkować. Dotyczy to nawet popularnych witamin.
- Teraz mamy dużo suplementów, które zawierają różne składniki, ale nie jest to wprost powiedziane. Taki problem jest np. z witaminą D3 czy z żelazem, które jest np. w tonikach dla seniorów, czy w multiwitaminach. Jeśli więc ktoś bierze kilka tych suplementów, to może przekroczyć zalecane dawki. Jeden z pacjentów chciał przyjmować tysiąc jednostek witaminy D i taką sobie kupił, ale zażywał jeszcze inne suplementy, m.in. magnez, coś na odporność i nagle z tysiąca zrobiły mu się 3 czy 4 tysiące jednostek - przyznaje farmaceutka. I zaznaczyła, że można się wpędzić w poważny problem zdrowotny.
- Miałam ciekawy przypadek z pacjentką, która brała popularną obecnie ashwagandhę. Doprowadziła się do stanu nadczynności tarczycy, którą de facto leczyła. Skończyło się więc podnoszeniem dawek leków. Kiedy odstawiła ashwagandhę, okazało się, że wyższe dawki nie były potrzebne - dodała.
Inny pacjent połączył leki na ADHD z suplementem, który też miał wpływać na poziom dopaminy. - Doszło do groźnej interakcji, skończyło się zaburzeniami rytmu serca i szpitalem - relacjonuje.
Problem jest też z magnezem, który jest polecany "na wszystko", więc jest jednym z najlepiej sprzedających się suplementów. - W nadmiarze może on powodować biegunki, więc pacjent dokłada sobie kolejne leki, które mają wyleczyć problemy z układem pokarmowym. Ponadto magnez może zmniejszać wchłanianie innych leków. I to jest poważny problem, bo dokładamy sobie suplement, a sprawiamy, że leczenie innych problemów jest nieskuteczne - tłumaczy zjawisko kaskady lekowej farmaceutka.
Tymczasem aż 75 proc. Polaków bierze suplementy regularnie.
"Weekendowe narkotyki"
Polacy nadużywają także leków i nie tylko tych dostępnych bez recepty. Najczęściej dotyczy to leków przeciwbólowych, ale też leków nasennych czy inhalatorów na astmę.
- Leki stosowane w nadciśnieniu mogą powodować kaszel, więc pacjent kupuje coś na kaszel, po nich ma zaparcia, więc kupuje coś na zaparcia, po nich może być niedobór potasu - to domino, które kończy się u lekarza. A wystarczyłoby, żeby przyszedł do apteki z listą leków, które bierze. Farmaceuta jest w stanie wyłapać wtedy, że np. ten kaszel to nie jest przedłużająca się infekcja, ale coś, co jest spowodowane przez leki - zwraca uwagę Lewandowska.
Przyznała, że obserwuje też problem z uzależnieniem od leków nasennych i zna historię pacjenta, która skończyła się śmiercią.
Problemem są także nadal "weekendowe narkotyki". Farmaceutka przyznała, że pacjenci potrafią chodzić od apteki do apteki, po to, by zdobyć takie leki. Czasem przychodzą, będąc już pod ich wpływem. – To są często osoby w okolicach matury, studenci. Zdarzył mi się też pacjent, który sam pracował w ośrodku uzależnień, był terapeutą. Przychodził do nas po leki, które zawierały kodeinę i pseudoefedrynę. Miałyśmy poważne podejrzenia, że ma problem z ich nadużywaniem – przyznała Lewandowska. Dodała, że farmaceuta teoretycznie ma prawo odmówić wydania takiego leku, ale pacjenci, którzy przychodzą do apteki już pod wpływem takich środków, potrafią być agresywni i naciskają na wydanie leku.
A wstydliwe leki? - Wśród nich są oczywiście leki na zaburzenie erekcji. To jest zawsze ten sam tekst, że to jest lek dla kolegi. Postawiłam sobie za punkt honoru, by rozmawiać z pacjentami na ten temat, bo zaburzenia erekcji to jest też objaw innych chorób - zaznaczyła ekspertka. Nie powinniśmy więc zażywać leków przed współżyciem i uznać problem za rozwiązany, tylko sprawdzić, co jest jego źródłem.
Dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem w tematyce związanej z medycyną i ochroną zdrowia. W Wirtualnej Polsce od 2022 roku, wcześniej, przez kilkanaście lat pracowała w mediach lokalnych. Pisze między innymi o polityce zdrowotnej, chorobach cywilizacyjnych, zdrowiu psychicznym i zagrożeniach epidemiologicznych. Chętnie porusza tematy społeczne. Prowadzi konferencje z udziałem ekspertów ochrony zdrowia oraz program “O zdrowiu przy kawie”. Wielokrotnie nagradzana w konkursach dla dziennikarzy medycznych w tym Dziennikarz Medyczny Roku.