Trwa ładowanie...

Szczepionka na koronawirusa. Dr Michał Sutkowski rozwiewa wątpliwości Polaków

Szczepionka na koronawirusa jest już podawana pacjentom w wielu krajach. Do Polski pierwsze dawki trafiły w ten weekend. Wciąż jednak pojawiają się wątpliwości na jej temat. Dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, odpowiedział na najbardziej nurtujące pytania naszych czytelników.

Zobacz film: "Dr Sutkowski o szczepionce na COVID-19: "Powstawała 17 lat""

1. Szczepienia na koronawirusa w Polsce. Czy jest się czego obawiać?

Pierwsze szczepionki konsorcjum Pfizer/BioNTech na koronawirusa SARS-CoV-2 zostały już przetransportowane z belgijskiego Puurs do magazynów Agencji Rezerw Materiałowych. W niedzielę zostaną zaszczepieni pierwsi medycy ze szpitala MSWiA w Warszawie. W Polsce pierwszą zaszczepioną na COVID-19 osobą będzie Alicja Jakubowska - Naczelna Pielęgniarka tej placówki. Zaszczepi ją dr Artur Zaczyński, który m.in. kieruje tymczasowym Szpitalem Narodowym w stolicy.

Niestety Polacy nadal z obawą podchodzą do tego procederu, a jak mówią eksperci - tylko masowe szczepienia są w stanie powstrzymać pandemię. Zebraliśmy najczęstsze pytania o szczepienia czytelników Wirtualnej Polski, na które odpowiedział dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

Jakie powikłania mogą się pojawić wskutek szczepienia na koronawirusa? Jakie są realne niepożądane reakcje po szczepionce?

Dr Michał Sutkowski: Szczepionka jest lekiem i jak każdy lek może dawać objawy niepożądane. Ona są zazwyczaj bardzo łagodne. Jest to niewielki ból, zaczerwienienie, może się pojawić delikatny obrzęk w miejscu wkłucia. To są bardzo typowe dolegliwości. Czasem oczywiście w procesie szczepienia jest tak, że pacjent ma potężne obawy, ma zespół omdleniowy, który nie jest związany z samym szczepieniem, tylko bardziej ze strachem przed tą szczepionką.

Poważne powikłania zdarzają się, ale bardzo rzadko. Wstrząs anafilaktyczny, bo o nim najczęściej się mówi, jest objawem niezwykle rzadkim i zdarza się raz na ok. milion szczepień. To jest taka przypadłość, która jest niebezpieczna i dotyczy osób, które mają w wywiadzie ciężkie reakcje anafilaktyczne. Te reakcje, a także stwierdzona nadwrażliwość na składniki szczepionki oraz wiek poniżej 16. roku życia lub ciąża, powodują dyskwalifikację do szczepienia.

Czy zaszczepić się mogą osoby, które cierpią na choroby przewlekłe takie jak: nadciśnienie, cukrzyca, przebyte operacje? Czy choroby tarczycy, w tym Hashimoto, mogą dyskwalifikować osobę do szczepienia? Czy mogą się szczepić osoby, które mają inne problemy zdrowotne?

- Tak, jak najbardziej. To jest przede wszystkim szczepionka dla tych osób, które mają cukrzycę, choroby tarczycy, przewlekłą niewydolność nerek, niewydolność krążenia, POChP. Jednak jak to zwykle w medycynie jest, zdarzają się wyjątki. Jeśli ktoś ma niezwykle niewyrównaną cukrzycę, jest w kwasicy cukrzycowej, ma cukry w okolicach 700 (a nie jak powinien w okolicy 100), to najpierw trzeba wyrównać tę glikemię, a później tego pacjenta zaszczepić.

Dotyczy to wszystkich zaostrzeń chorób, łącznie z chorobami nowotworowymi. W momencie, kiedy przychodzimy do swojego lekarza rodzinnego, który najwięcej o nas wie, ma całą naszą dokumentację, zna całą naszą historię, nasze chorowanie lub nie chorowanie, również reakcje alergiczne, to na podstawie wywiadu, wiedzy o pacjencie i szczegółowego badania oceni, co jest lepsze. W niektórych sytuacjach, w których będzie zaostrzenie ciężkich chorób, będzie to szczepienie odroczone.

Mając choroby takie jak cukrzyca, czy niewydolność krążenia, po wyrównaniu tych parametrów, ustabilizowaniu przewlekłej choroby, wręcz powinniśmy się zaszczepić.

Skoro lekarz rodzinny będzie decydował o szczepieniach, to w momencie, kiedy powstaną specjalne punkty szczepień, trzeba będzie od razu poinformować o wszystkich swoich dolegliwościach osobę, która nie ma naszej historii chorób?

- Tak, ale zakładamy, że w tych punktach będą się szczepiły przede wszystkim osoby takie jak np. w etapie "0" pracownicy ochrony zdrowia, gdzie kontakt z osobą, która będzie szczepiła, będzie oparty o te argumenty.

Natomiast wydaje mi się, żeby szczepienie było skuteczne (co też zresztą postulowaliśmy jako środowisko lekarzy rodzinnych), dotarło do wszystkich i dzięki temu, żebyśmy szybko wychodzili z pandemii, to szczepienia powinny się odbywać u lekarzy rodzinnych. Szczególnie w małych miastach, miejscowościach, na wsiach. Wtedy kontakt jest bardziej kameralny, osobisty i łatwiejszy.

Czy pan się zaszczepi? Nie obawia się pan skutków ubocznych?

- Ja się oczywiście zaszczepię i tu nie ma żadnej innej alternatywy. W zasadzie nie obawiam się skutków ubocznych. Dlaczego "w zasadzie"? Ponieważ człowiek myślący zawsze wie, że jakieś objawy niepożądane, tak jak w przypadku każdego leku, mogą wystąpić. Ja się przede wszystkim obawiam koronawirusa, paskudnej choroby, która może nas zabić i zabija. Straszliwej pandemii, która nas ogranicza, tych rzeczy (społecznych i gospodarczych), które nam grożą, jak się nie zaszczepimy.

Czy jest pewność, że inni medycy się zaszczepią? Ostatnie doniesienia mówią, że mogą być z tym problemy.

- Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że niektórzy lekarze (osoby wykształcone, w swoich dziedzinach niezwykle zorientowane), z racji tego, że nie mają do czynienia ze szczepieniami, zbyt dużo na ten temat nie wiedzą. To nie jest jakiś argument absolutnej niewiedzy. To jest po prostu fakt, że nie mają z tymi szczepieniami kontaktu.

Jeżeli lekarze opowiadają, że w szczepionkach znajdują się microchipy i że ktoś chce nam coś wszczepić, to są to fantasmagorie i apelowałbym o to, by takich rzeczy nie opowiadać i nie snuć takich opowieści. One szkodzą przede wszystkim prawdzie i zdrowiu publicznemu.

Wydaje mi się, że część kolegów lekarzy da się łatwo przekonać na podstawie wiedzy medycznej. Natomiast będzie część osób, która na pewno (tak jak w każdym środowisku) w zdecydowanej mniejszości się nie zaszczepi. Bo nawet jeśli wierzy w szczepienia, będzie uważała, że nie zachoruje, że już przeszła koronawirusa i nie musi się szczepić. Mam nadzieję, że ta grupa będzie nieliczna, bo zarówno przechorowanie, jak i to szczęście jest sprawą złudną i może nas koronawirus w niedługim czasie dopaść.

Jak długo będzie chronić szczepionka?

- To jest bardzo dobre pytanie. Do końca jeszcze nie znamy na nie odpowiedzi. Jednak na podstawie tego, co wiemy do tej pory, ta szczepionka prawdopodobnie wystarczy nam na dwa, może trzy lata. Podobnie jak ze szczepionką na grypę, tylko z mniejszą częstotliwością.

Czy szczepienia na koronawirusa zostaną już z nami na zawsze?

- Wydaje się, że odporność na koronawirusa będzie większa niż 12 miesięcy. Koronawirusy beta, do których należy SARS-CoV-2, na szczęście, nie są zbyt aktywne, jeśli chodzi o mutacje. Być może dzięki temu nie będzie tak, jak w przypadku wirusa grypy, który częściej mutuje i jest bardziej niepokojący i niebezpieczny.

Natomiast szczepienia nie załatwiają wszystkiego. Stanowią ogromną, nową jakość i nas uchronią przed wieloma paskudztwami tego pandemicznego świata, ale musimy pamiętać, że choroby zakaźne są, były i będą. Mogą być kolejne odsłony koronawirusa i prawdopodobnie jak w przypadku grypy powinniśmy się szczepić regularnie.

Czytelniczka pisze: "Mam 68 lat, nigdy nie szczepiłam się przeciwko grypie i na nią nie chorowałam. Nie chcę się szczepić, bo co tu ukrywać, nie wierzę w skuteczność takich nowych leków, a po drugie zwyczajnie boję się wszczepienia wirusa do organizmu". Czy ma ku temu podstawy?

- Chciałbym powiedzieć o dwóch błędach, które są w tym stwierdzeniu, a które bardzo często się powtarzają. Po pierwsze szczepionka nie zawiera wirusa. Zawiera fragment materiału genetycznego mRNA, który będzie powodował replikację białka. To nie jest to samo co materiał genetyczny całego wirusa. Nie będziemy podawali całego wirusa, bo wtedy byłaby możliwość rozwinięcia się choroby. W tej szczepionce podajemy fragment mRNA, który po wytworzeniu białka od razu ginie. Nie wchodzi zresztą do jądra komórkowego, nie działa również w żaden sposób na nasze DNA.

Po drugie ta szczepionka powstawała 17 lat. Szczepionki były opracowywane przy okazji wystąpienia pierwszego SARS-u, później choroby MERS, gdzie też to były koronawirusy typu beta. Natomiast faktycznie wkład w postaci tego wirusa, został włożony w krótkim czasie. Jednak to wcale nie było tak, że jakieś etapy powstawania tej szczepionki były pominięte. Prowadzono kilka prac równolegle, wykorzystano nowe technologie medyczne, gdzie pracowały przy tym zespoły lekarzy, programistów, matematyków itd. To są zupełnie inne metody niż te, kiedy jeden biochemik siedział z pipetką i przenosił zawartość jednego naczynka do drugiego naczynka. To jest już zupełnie inny świat. Proszę się nie obawiać, ta technologia zrobiła swoje i szczepionka będzie szczepionką bezpieczną.

Dlaczego mam nosić maseczkę skoro będę już po szczepieniu?

- Musimy się nauczyć pamiętać o tym, że zaszczepienie nie spowoduje, że nie będziemy chorować na COVID-19. Jeżeli znajdziemy się w atmosferze, w której ten koronawirus jest, on dostanie się do naszych błon śluzowych gardła, nosa, tam będzie namnażał, nie zachorujemy. Jednak może się zdarzyć takim moment, że my poprzez kasłanie, ekspresyjne mówienie, śpiewanie, bycie w kontakcie osoby podatnej, niezaszczepionej, możemy spowodować jej chorobę. Zatem dopóki będzie pandemia, powinniśmy świętą trójcę DDM (dystans, dezynfekcja, maseczka) stosować. Myślę, że w okolicy lata będziemy już wolni od masek.

Dlaczego mamy szczepionkę, a nie leki?

- Okazało się, że łatwiej jest wynaleźć szczepionkę. Prace nad lekami trwają. Czasem tak jest, że jeżeli jest stabilny wirus, to łatwiej jest znaleźć szczepionkę niż lek.

Czy osoby, które chorowały na raka np. piersi, mogą spokojnie się szczepić?

- Tak mogą, jeśli rak nie jest w fazie aktywności, to jak najbardziej jest to wskazane.

Czy kobiety w ciąży i planujące ciąże mogą się szczepić?

- Kobiety w ciąży nie. Kobiety planujące w najbliższym czasie ciąże też nie. Powodem nie jest niebezpieczeństwo, tylko brak badań w tym kierunku, a jak nie prowadzono badań, to nie można tego rozwiązania rekomendować.

Czy można się szczepić jednocześnie na grypę i COVID-19?

- Nie ma jeszcze charakterystyki tej szczepionki. Zalecałbym jednak najpierw szczepienie na grypę, a później przeciwko koronawirusowi.

Czy przyjęcie szczepionki chroni całkowicie przed zachorowaniem, czy gwarantuje jedynie lżejszy przebieg?

- Jedno i drugie. Skuteczność tej szczepionki jest bardzo wysoka. Według doniesień jest to nawet 95 proc. Część osób na pewno nie zachoruje, a ta część, która zachoruje, będzie miała na pewno łagodniejszy przebieg choroby.

Czy w przypadku przeciwwskazań do szczepienia na grypę z powodu uczulenia, można zaszczepić się na COVID-19?

- Trzeba przeanalizować jakie uczulenie, z jakiego powodu, czy jest to ciężka reakcja anafilaktyczna. Jeśli tak, to absolutnie szczepienie nie jest wskazane. Jednak tu musi zadecydować lekarz rodzinny. Jeśli to są niewielkie powody alergiczne, to w takiej sytuacji będziemy mogli się szczepić.

Czy pacjent będzie mógł sobie wybrać szczepionkę, którą będzie zaszczepiony?

- Tego do końca nie wiemy. Wiemy jedynie, że kalendarz rekomendacji i uprawnień do stosowania szczepionek będzie kalendarzem związanym ze zgłoszeniem przez daną firmę i będziemy mieli na początku na pewno dwie szczepionki mRNA. Dopiero później będą inne szczepienia. Czy będzie jakiś wybór? Prawdopodobnie niekoniecznie, ponieważ będzie to uzależnione od dystrybucji i terminów.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.