Trwa ładowanie...

Koronawirus uderza też w serce. Sekcja zwłok u jednego z pacjentów wykazała pęknięcie mięśnia sercowego

Kolejne badania i doniesienia potwierdzają, że koronawirus atakuje nie tylko płuca. Wirus może również nieodwracalnie uszkadzać serce i to u osób, które wcześniej były w pełni zdrowe. W Stanach Zjednoczonych u części pacjentów zaobserwowano objawy przypominające ostry zawał serca.

Zobacz film: "Koronawirus. Ekspertka: o zagrożeniu wiedzieliśmy od lat, ale i tak się nie przygotowaliśmy"

1. Sekcja zwłok chorej na Covid-19 wykazała pęknięcie mięśnia sercowego

W sieci krążą wyniki sekcji zwłok pacjentki zakażonej koronawirusem. Zmarła miała 57 lat. Mieszkała w Kalifornii. Badania przeprowadzone po śmierci wykazały obecność wirusa SARS-CoV-2 w sercu, tchawicy, płucach oraz jelitach. Patomorfolodzy stwierdzili, że u kobiety doszło do pęknięcia wolnej ściany lewej komory serca. Podczas sekcji stwierdzono u pacjentki niedokrwienie mięśnia sercowego i zawał. Kobieta nie miała wcześniej problemów natury kardiologicznej. Sekcja nie wykazała też oznak miażdżycy naczyń wieńcowych.

- Jak wynika z doniesień naukowych z całego świata, koronawirus może powodować zawał mięśnia sercowego lub zapalenie mięśnia sercowego. W tych sytuacjach może dojść do pęknięcia mięśnia sercowego. Jest to bowiem jedno z powikłań mechanicznych zawału serca, rzadziej piorunującego zapalenia mięśnia sercowego - tłumaczy kardiolog dr hab. n. med. Łukasz Małek z Zakładu Epidemiologii, Prewencji Chorób Układu Krążenia i Promocji Zdrowia Narodowego Instytutu Kardiologii.

- Pęknięcie mięśnia sercowego najczęściej zdarza się u osób, które późno trafiają do lekarza albo nie są leczone. Dochodzi do niego w kolejnych dobach zawału - nie od razu, w mięśniu sercowym, który uległ dużej martwicy. Pęka on wówczas pod wpływem ciśnienia krwi, która jest w środku. Krew wydostaje się do worka osierdziowego, co najczęściej doprowadza do zgonu pacjenta na miejscu - wyjaśnia szczegółowo lekarz.

2. W jaki sposób koronawirus niszczy serce?

Dotychczas mówiło się przede wszystkim o tym, że koronawirus atakuje płuca osób zakażonych, wywołując zapalenie tego organu. Przykład pacjentki z Kalifornii nie pozostawia wątpliwości co do tego, do jak rozległych i wielonarządowych uszkodzeń może prowadzić Covid-19.

- Często te poważne infekcje płuc z niewydolnością oddechową, która stwarza konieczność hospitalizacji i potem respiratoroterapii przebiegają z niewydolnością wielonarządową. U chorych występuje burza cytokin - gwałtowna odpowiedź układu immunologicznego i to może odbić się m.in. także na sercu - mówi dr Małek.

Kardiolog przyznaje, że jest kilka hipotez wyjaśniających, w jaki sposób dochodzi do uszkodzenia serca u osób zakażonych koronawirusem. - Z jednej strony może to być wynikiem tej burzy cytokin, z drugiej strony wirus może bezpośrednio atakować serce. W sercu znajdują się receptory, przez które może on wnikać do komórek sercowych i je uszkadzać. Nie są to częste przypadki, nie jest ich tak dużo, jak niewydolności oddechowej, ale zdarzają się i takie powikłania - zaznacza lekarz.

Dr Łukasz Małek zwraca uwagę na jeszcze jeden fakt pomijany w wielu dotychczasowych analizach. Sam stan infekcji, czyli ogólnej niewydolności organizmu sprzyja nadkrzepliwości krwi.

- Krew może się w takich sytuacjach wykrzepiać nawet bez miażdżycy w tętnicach, pod wpływem stresu może dochodzić do obkurczenia tętnic wieńcowych, czy do zakrzepicy a potem do zatorowości. Do zawału może dochodzić nie tylko z powodu miażdżycy w tętnicach, tych przyczyn może być wiele, tak jak w opisywanym przypadku - mówi lekarz.

3. Rokowania u pacjentów z COVID-19, u których doszło do uszkodzenia serca

Rokowania u pacjentów, u których wirus zaatakował serce są uzależnione od stopnia powikłań. Część zmian jest nieodwracalna. U tych, u których doszło do poważnych uszkodzeń mięśnia, jedyną szansą jest przeszczep serca.

- U niektórych zmiany są odwracalne, u innych pozostanie jakiś ślad uszkodzenia w mięśniu sercowym – najczęściej w postaci obniżonej kurczliwości lewej komory - a u niektórych Covid może przebiegać w sposób piorunujący. Trzeba wtedy chorego leczyć bardzo intensywnie, łącznie z podłączeniem do pomp podtrzymujących pracę serca. Może się to skończyć przeszczepem serca – wyjaśnia prof. Adam Witkowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Lekarz przypomina, że w tym momencie powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na osoby, które już mają zdiagnozowane choroby sercowo-naczyniowe. Zakażenie najczęściej przybiera u nich ciężką postać, prowadząc nawet do śmierci. Jak podaje Fundacja Instytut Świadomości z danych zgromadzonych w Wuhan wynika, że różnego rodzaju choroby sercowo-naczyniowe były obecne u prawie 50 proc. pacjentów, którzy zachorowali na COVID-19, a aż w 70 proc. u tych pacjentów, którzy zmarli.

Z kolei dr Łukasz Małek zwraca uwagę również na fakt, że zawał mięśnia sercowego dużo częściej występuje wciąż z innych, bardziej typowych przyczyn niż w związku z zakażeniem koronawirusem i apeluje do pacjentów, by nie zwlekali z telefonem na pogotowie, kiedy zauważą u siebie niepokojące objawy. Czas ma kluczowe znaczenie w takich przypadkach.

- Badania pokazują niestety, że w wielu krajach liczba pacjentów zgłaszających się do ośrodków kardiologicznych w celu leczenia zawału spadła w ostatnim okresie nawet o 30-40 proc. Te nieleczone zawały mogą skutkować wzrostem śmiertelności niezwiązanej bezpośrednio z koronawirusem - ostrzega kardiolog.

Zobacz także: Lekarz wyjaśnia, jak koronawirus niszczy płuca. Zmiany występują nawet u pacjentów, którzy ozdrowieli

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.