Trwa ładowanie...

Wakacyjna zmora ratowników górskich. "W góry idą tak, jak stoją - nawet w klapkach"

 Katarzyna Prus
04.07.2024 11:24
Wakacyjny armagedon ratowników górskich. "Nie ma weekendu bez wypadku"
Wakacyjny armagedon ratowników górskich. "Nie ma weekendu bez wypadku" (Getty Images, archiwum prywatne)

Ratownicy górscy już pracują pełną parą, a wakacje dopiero się zaczęły. Wypadków przybywa lawinowo, bo turyści kompletnie lekceważą ryzyko. - Ludzie w góry idą tak, jak stoją - nawet w klapkach, z reklamówką - komentuje Jerzy Siodłak, naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

spis treści

1. Gorący sezon

Choć wypadki w górach mogą się kojarzyć przede wszystkim z zimą i nartami, ratownicy górscy przyznają, że to właśnie teraz mają prawdziwie gorący sezon.

Gdy zaczynają się wakacje, Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe musi pracować pełną parą, bo liczba interwencji, podczas których trzeba często ratować lekkomyślnych turystów, błyskawicznie rośnie.

Zobacz film: ""Wasze Zdrowie" - odc. 1"

W ciągu roku GOPR ma nawet 5-7 tysięcy interwencji, z czego ponad połowę w lecie.

Niestety wiele osób z gór już nie wraca. "Aż w 62 przypadkach mieliśmy smutny obowiązek zniesienia ciała z gór. Jest to o 12 więcej ofiar gór niż w poprzednim roku" - poinformował w mediach społecznościowych GOPR, podsumowując ubiegły rok.

- Jednak nie tylko sama liczba takich przypadków daje do myślenia, ale też skokowy wręcz wzrost, który aktualnie jest już na poziomie 6 proc., porównując rok do roku. To bardzo dużo - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie Jerzy Siodłak, naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

- Sytuacja w górach pod kątem wypadków w ciągu ostatnich 10 lat diametralnie się zmieniła. Wcześniej interweniowaliśmy głównie w zimie, aktualnie ta granica praktycznie się zatarła, a nawet, patrząc na nasze statystyki, widzimy, że lato zaczyna dominować. Praktycznie nie ma weekendu bez wypadku, a zdarza się nawet, że jest ich kilkanaście - zaznacza ratownik.

Druga połowa wakacji ma być jeszcze gorsza. Ratownicy spodziewają się wówczas nawału turystów, a tym samym wzrostu wypadków.

- W sierpniu mamy prawdziwy "armagedon", bo to ulubiony miesiąc Polaków na wyjazd w góry - przyznaje naczelnik GOPR.

Wielu turystów zachowuje się w górach lekkomyślnie
Wielu turystów zachowuje się w górach lekkomyślnie (Getty Images)

2. Wielonarządowe urazy

Lawinowy wzrost wypadków to między innymi wina rosnącej błyskawicznie popularności nowych sportów, na które porywają się również amatorzy.

Hitem wśród fanów wypoczynku w górach stały się rowery elektryczne. Niestety, jak alarmują ratownicy, ta moda bardzo często nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem, więc letni wypad w góry może się skończyć dramatem.

- Jeszcze do niedawna na wyprawy rowerowe w górach decydowali się ludzie, którzy mieli wiedzę, praktykę i kondycję fizyczną - niezbędne w przypadku takich aktywności. Aktualnie to coraz częściej ludzie kompletnie bez doświadczenia. Nawet dla nas szokujące potrafią być sytuacje, kiedy na miejscu wypadku okazuje się, że osoby, które wybrały się na górską wycieczkę takim rowerem, nie tylko nie wzięły ochraniaczy na kręgosłup i stawy, ale też nie założyły nawet kasku - przyznaje naczelnik. I mówi wprost, że to "zwykła głupota".

Takie beztroskie podejście mogło skończyć się tragicznie m.in. dla 38-latka, którego trzeba było niedawno ratować w rejonie szczytu Szyndzielnia w Beskidzie Śląskim. Mężczyzna cudem uniknął śmierci.

- Trafił do szpitala m.in. z urazami głowy i nadgarstków. Do prawdziwego dramatu niewiele brakowało - podkreśla naczelnik GOPR.

Dodaje, że mężczyzna miał ogromne szczęście, tym bardziej że na taką wyprawę bez żadnej ochrony wybrał się już po raz drugi. Niestety takie przypadki można mnożyć.

- Ludziom się wydaje, że to żaden problem wjechać i zjechać, kiedy mają rower elektryczny. I o ile faktycznie wjazd, dzięki takiemu wspomaganiu może być relatywnie łatwy, o tyle już zjazd może się skończyć tragicznie. W dodatku znacznie szybciej niż mogłoby się wydawać. Tymczasem coraz częściej spotykamy się z tym, że niedoświadczeni rowerzyści wybierają naprawdę trudne i wymagające szlaki - zaznacza ratownik.

Ostrzega, że w takim terenie łatwo stracić kontrolę nad kierownicą i zderzyć się z drzewem czy nawet niewielkim kamieniem. Taka wywrotka może mieć fatalne skutki.

- Od złamania rąk czy nóg, po wielonarządowe urazy, które mogą doprowadzić do śmierci. To, w jakim stanie znajdujemy kaski osób po takich wypadkach, dobitnie świadczy o tym, że nasze ostrzeżenia nie są na wyrost. Kaski są często totalnie zdeformowane, nawet zmiażdżone, nie trzeba mieć więc dużej wyobraźni, by zorientować się, co może się stać z naszą głową czy kręgosłupem, jeśli takiej ochrony nie mamy - podkreśla naczelnik GOPR.

3. W klapkach, bez mapy i telefonu

- Niestety widzimy, że ludzie często w ogóle o tym nie myślą i zachowują się tak, jakby jechali na wycieczkę po parku. Pchają się w miejsca, z których mogą już nie wrócić. Turyści zabierani ze szlaku przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to naprawdę nie są odosobnione przypadki - ostrzega Jerzy Siodłak.

Dodaje, że takie sytuacje dotyczą także innych popularnych w lecie sportów, m.in. chodzenia po jaskiniach, wspinaczki, raftingu czy trekkingu. Prawdziwą plagą są także quady i motocykle - pomimo zakazów ludzie i tak wjeżdżają nimi na górskie szlaki.

O wypadek wręcz proszą się turyści kompletnie nieprzygotowani do pieszych wycieczek.

- Kobiety w butach na obcasach to niestety rzeczywistość na górskich szlakach, a nie tylko zdjęcia, które krążą po sieci. Ludzie w góry idą tak, jak stoją - nawet w klapkach, z reklamówką. Jeśli w dolinie jest upał, mają na sobie strój, który nadaje się na plażę. Tymczasem w Tatrach - choć mamy początek lipca - w wysokich partiach mamy nadal śnieg, więc potrzebne są raki - podkreśla naczelnik GOPR.

- Abstrakcją jest sprawdzanie pogody czy zabranie ubrania na deszcz, choć burza może zaatakować w każdym momencie, bo warunki atmosferyczne zmieniają się bardzo dynamicznie. Co gorsze, turyści często nie mają mapy, nie znają szlaku, więc próbując zejść, zaczynają się błąkać - przyznaje Siodłak.

Podkreśla, że turyści robią wszystko, by mieć pamiątkowe zdjęcia, ale zapominają, by zachować naładowaną baterię, w razie gdyby trzeba było wezwać pomoc, czy zostawić wiadomość przed wyjściem w góry.

- Prawdziwą plagą jest robienie selfie w ekstremalnych miejscach. Ludzie chcą szokować w mediach społecznościowych, a potem sami są zszokowani, kiedy ze szlaku nie schodzą na własnych nogach i trafiają do szpitala. Co ciekawe, wcale nie dotyczy to tylko młodych ludzi, ale też starszych. Nagminnie igrają z przyrodą, choć nie są w stanie z nią wygrać - podkreśla Jerzy Siodłak.

Ostrzega, by zrezygnować z wyjścia w góry, kiedy pogoda wyraźnie się psuje i zawrócić ze szlaku, kiedy tylko zauważymy nadciągającą burzę. Ważne też, by zawsze pamiętać o numerze alarmowym GOPR 985 lub 600 100 300. Obowiązkową pozycją w telefonie każdego turysty, który wybiera się w góry, powinna być również aplikacja RATUNEK, która znacznie przyspieszy wezwanie pomocy i dotarcie ratowników górskich na miejsce.

Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Potrzebujesz konsultacji z lekarzem, e-zwolnienia lub e-recepty? Wejdź na abcZdrowie Znajdź Lekarza i umów wizytę stacjonarną u specjalistów z całej Polski lub teleporadę od ręki.

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze