Trwa ładowanie...

Nadmiarowe zgony w Polsce. Dr Zielonka: To jest obraz sypiącej się służby zdrowia

Eksperci wskazują, że Polska przoduje w liczbie nadmiarowych zgonów. To ofiary niewydolnej służby zdrowia w Polsce. W 2020 r. odnotowano najwięcej zgonów od czasu zakończenia II wojny światowej. W ciągu 36 tygodni tego roku zmarło o 24 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie z 5-letniej średniej. - Nigdy nie widziałem tylu nowotworów, co po COVID. Te wysokie wskaźniki nadumieralności to jest obraz dysfunkcyjnej służby zdrowia - mówi pulmonolog dr Tadeusz Zielonka.

Zobacz film: "Powikłania po COVID-19. Prof. Krzysztof Filipiak mówi o najczęstszych dolegliwościach"

spis treści

1. Nadmiarowe zgony. Winny nie tylko COVID

Polska jest krajem w UE, który najmocniej odczuł skutki pandemii, również te pośrednie. Po raz pierwszy od 1989 r. skróciła się oczekiwana długość życia, niezależnie od płci.

Od początku pandemii z powodu COVID lub współistnienia COVID z innymi chorobami zmarło 75 470 osób. To tak jakby w ciągu półtora roku z mapy Polski zniknęło całe miasto wielkości np. Zielonej Góry. Liczba śmiertelnych ofiar COVID w ubiegłym roku sięgnęła 41 tys. osób.

Zgony z powodu COVID-19 w 2020 r.
Zgony z powodu COVID-19 w 2020 r. (GUS)

W 2020 roku zmarło w Polsce 477 335 osób, o 68 tys. więcej niż w 2019 r.

Zgony według tygodni w 2020 r. oraz średnia 2010-2019
Zgony według tygodni w 2020 r. oraz średnia 2010-2019 (Źródło danych: GUS)

Współczynnik zgonów na 100 tys. ludności osiągnął najwyższą wartość od 1951 r. Największe, blisko 20-proc. zwyżki odnotowano w grupie najstarszych: 70-84 lata.

Przyczyny zgonów
Przyczyny zgonów (Źródło danych: GUS)

GUS analizując wyraźny wzrost liczby zgonów, wskazuje, że główną przyczyną była w pandemia SARS-CoV-2. Szczyt drugiej fali pokrywa się z ostatnim kwartałem roku, w którym zanotowano najwyższe natężenie zgonów - 60 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Średnia tygodniowa liczba zmarłych w 2020 r. była o ponad tysiąc większa w porównaniu z rokiem 2019.

2. Alarmujące dane z 2021 r. Już jest 24 proc. więcej zmarłych

Eksperci alarmują, że znowu widać niepokojącą tendencję dotyczącą większej liczby zgonów. Czy powtórzy się czarny scenariusz z ubiegłego roku? W 2020 r. najtragiczniejszy był 45. tydzień (od 2 do 8 listopada 2020 r.), zmarło ponad 16 tys. osób.

"W ciągu 36 tygodni 2021 r. zmarło 345 681 osób, co stanowi wzrost o 24 proc. do analogicznego okresu z 5-letniej średniej (2015-2019 r.). Daje to 67,2 tys. nadmiarowych zgonów" - napisał na Twitterze Łukasz Pietrzak, farmaceuta, popularyzator wiedzy na temat COVID. "Polska ma jedną z największych liczb zgonów nadmiarowych w przeliczeniu na mieszkańca. I chyba planujemy jeszcze bardziej umocnić swoje "prowadzenie" - alarmuje Pietrzak.

3. Dr Friediger: Uważam, że w tej chwili absolutnie osiągnęliśmy dno

Eksperci nie mają wątpliwości, że za dużym wzrostem liczby zgonów stoi pośrednio lub bezpośrednio pandemia. Prof. Krzysztof J. Filipiak mówi o tzw. zgonach kolateralnych, czyli wynikających z paraliżu systemu ochrony zdrowia w Polsce.

- Ten system na naszych oczach doszedł do ściany, a może już zbankrutował i to było powodem tej olbrzymiej namiarowej liczby zgonów, która jest najwyższa w całej Unii Europejskiej - podkreślał prof. Filipiak, kardiolog, hipertensjolog i farmakolog kliniczny z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podczas briefingu Polskiego Towarzystwa Postępów Medycyny – MEDYCYNA XXI.

Dr hab. Tadeusz Zielonka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazuje na dwie przyczyny tak dużej liczby nadmiarowych zgonów w Polsce: wyższe niż w innych krajach Unii zanieczyszczenie powietrza i właśnie paraliż służby zdrowia.

- Wydaje się, że pewne niekorzystne czynniki, jak zanieczyszczenie powietrza większe niż w innych krajach europejskich, skracają życie Polaków. Dane pokazują, że w całej Europie spadła liczba zgonów spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza, a w Polsce utrzymuje się na tym samym poziomie. Druga kwestia to dysfunkcyjność służby zdrowia - mówi dr Tadeusz Zielonka, pulmonolog, przewodniczący Koalicji Lekarzy i Naukowców na Rzecz Czystego Powietrza.

- Są twarde dowody na to, że średni czas przeżycia populacyjny zależy od zasobów portfela. Kiedy Polacy zaczęli się bogacić, to czas przeżycia w sposób spektakularny poprawił się o 10 lat. Natomiast w tym samym czasie, wskutek pogłębiającego się niedoboru kadr w stosunku do rosnących potrzeb oraz oparcia diagnostyki i leczenia na szpitalach z zaniedbaniem działań profilaktycznych, doprowadziliśmy do narastającej niewydolności służby zdrowia, a teraz odczuwamy tego skutki. Jeśli chory po COVID dostaje skierowanie do pulmonologa, a termin wizyty jest dopiero za rok, a on ma teraz pocovidowe problemy, jeśli dziś mam pacjenta, który wychodzi z izby przyjęć warszawskiego szpitala z badaniem RTG, na którym widać guz i oni kierują go do pulmonologa, a wizyta jest w przyszłym roku, to znaczy, że system przestał być wydolny - alarmuje ekspert.

Podobne spostrzeżenia ma dr Jerzy Friediger, dyr. Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego SP ZOZ w Krakowie. Ekspert przyznaje, że w czasie pandemii zaniedbano i diagnostykę i profilaktykę, konsekwencje będziemy ponosić przez lata.

- Bardzo źle oceniam funkcjonowanie naszej ochrony zdrowia od wielu lat, natomiast uważam, że w tej chwili absolutnie osiągnęliśmy dno. Jeżeli się przekształcało w oddziały covidowe oddziały pulmonologiczne, kardiologiczne, chirurgiczne, w zasadzie wszystko, co się dało, tak jakby istniała tylko ta choroba - to jest rzeczą oczywistą, że ludzie na pozostałe choroby nie chorowali, bo nie mieli gdzie. Pacjenci, którzy normalnie byliby przyjęci do szpitala, byli odsyłani, bo nie było dla nich miejsc - podkreśla dr Friediger.

Dyrektor przypomina, że część pacjentów nie znalazła pomocy, część ze strachu przed zakażeniem świadomie nie zgłaszała się do szpitali, próbując przetrzymać dolegliwości w domu. - Na pewno będziemy ponosić konsekwencje tego przez kilka najbliższych lat - podsumowuje ekspert.

4. Nie mamy 100 zł na wykonanie badania, a potem płacimy miliony

Dr Zielonka kreśli miażdżącą diagnozę polskiego systemu opieki zdrowotnej: gigantyczne kolejki do specjalistów, brak badań profilaktycznych, niedobory kadrowe czy brak odpowiednich rozwiązań systemowych powodują, że pacjenci trafiają do lekarzy za późno. Pandemia pogłębiła kryzys, a co gorsze - na razie nic nie wskazuje na to, że może być lepiej.

- Chorzy przychodzą do mnie bardzo późno z problemami, które w normalnym świecie są wychwytywane znacznie wcześniej. Rozpoznaję przewlekle choroby układu oddechowego w fazie niewydolności oddechowej, czyli nieodwracalnego zniszczenia układu oddechowego. Czy my nie mamy narzędzi, żeby tym ludziom pomóc? Spirometrię wymyślono w 1948 r., a chorzy, którzy do mnie trafiają, mają ją wykonywaną po raz pierwszy w momencie, kiedy jest już zniszczony układ oddechowy. Wstyd mi, że żyję w takim kraju - alarmuje ekspert.

Lekarz przypomina, że POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc) to jest trzecią przyczyną zgonów na świecie po chorobach krążenia i onkologicznych. W Polsce co roku umiera na nią 15 tys. osób.

- Nie mam dnia, żebym nie miał pacjenta z takim rozpoznaniem. W dobie COVIDu dstęp do spirometrii dramatycznie się pogorszył. POZ-y nie robią tych badań, brakuje ludzi, nie są przestrzegane zalecenia mówiące o konieczności regularnych badań spirometrycznych u wszystki osób palących papierosy. Pacjenci robią badania na własny koszt, ale dopiero kiedy już prawie nie mają płuc. To jest właśnie polska ekonomia. Nie mamy 100 zł na wykonanie badania profilaktycznie, a potem płacimy miliony za leczenie pacjenta, którego i tak już nie uda się uratować - dodaje pulmonolog.

5. Lekarz o polskiej kardiologii: "perła w gównie"

Problemy są widoczne w zasadzie w każdej dziedzinie, a zwłaszcza w onkologii i kardiologii.

- Mamy jeden z najlepszych systemów wczesnego interwencyjnego leczenia zawałów serca. Okazało się, że Polska ma jeden z najniższych wskaźników śmiertelności zawałów w pierwszym tygodniu, a równocześnie po tych ciężkich zabiegach: po stentowaniu, bajpasach ten pacjent był wrzucany w system kolejek. Tych, których uratowaliśmy w pierwszych dobach, potem traciliśmy. U tych pacjentów później nie wystarczy przedłużyć leków przez telefon. Ja nazwałem polską kardiologię: perłą w gównie. Wrzucaliśmy tę perełkę wczesnej, bardzo profesjonalnej i kosztownej pomocy, w niewydolny system i to spowodowało, że mamy jeden z najwyższych wskaźników zgonów rocznych pozawałowych - podkreśla dr Zielonka.

Lekarz nie ma wątpliwości, że konsekwencje pandemii będziemy ponosili latami. Nigdy wcześniej nie miał tylu pacjentów w zaawansowanym stadium choroby, której oznaki nie zostały wcześniej wykryte.

- Nigdy nie widziałem tylu zaawansowanych postaci nowotworów, co po COVID. Zawsze mieliśmy opóźnienia, a teraz są gigantyczne. Uważam, że te wysokie wskaźniki nadumieralności to jest obraz dysfunkcyjnej służby zdrowia - tłumaczy pulmonolog.

Dr Zielonka przekonuje, że to nie lekarze, a całe społeczeństwo powinno teraz protestować w białym miasteczku. - To jest interes społeczny, pacjenci nie powinni tyle czekać na badania, na szpital, nie powinni tyle płacić. Polski obywatel - jak mówi OECD - ma najgorszą opiekę medyczną w krajach Uni Europejskiej - podkreśla ekspert.

- Naprawdę jestem zdruzgotany, w PRL-u nie widziałem tak źle funkcjonującej służby zdrowia. Minister może wiele obiecywać i zapewniać, ale nie stworzy z dnia nadzień nowych wykształconych kadr, a ich odbudowa zajmie nam 25 lat. Brakuje nie tylko kadry medycznej, brakuje osób, które będą uczyć nowe pokolenie - dodaje lekarz.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Polecane dla Ciebie
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Pomocni lekarze
    Szukaj innego lekarza