Trwa ładowanie...

Koronawirus. Ojciec 25-latki zmarł z powodu COVID-19. Zaszczepiła się w grupie 0

- Tata bardzo wyczekiwał dopuszczenia szczepionki do obrotu. Niestety nie doczekał tego dnia - mówi Justyna Ciereszko. Mężczyzna zmarł 2 tygodnie po zdiagnozowaniu zakażenia COVID-19. Świadoma zagrożenia, jakie niesie koronawirus, 25-latka zaszczepiła się w grupie 0.

Zobacz film: "Czy zaszczepiony może nie nosić maseczki? Prof. Fal odpowiada na mity"

spis treści

Artykuł jest częścią akcji Wirtualnej Polski #SzczepSięNiePanikuj.

1. Śmierć z powodu zakażenia COVID-19

Z powodu zakażenia koronawirusem zmarł 71-letni tata Justyny. Był sprawny fizycznie, wysportowany, ale chorował na nadciśnienie tętnicze. W przypadku 25-latki to właśnie świadomość tragicznych skutków przechorowania COVID-19 stanowiła największą motywację do przyjęcia szczepionki.

Tata Justyny zaraził się COVID-19 pod koniec listopada 2020 r. Mimo że przestrzegał obostrzeń wprowadzanych przez Ministerstwo Zdrowia. Zmarł w grudniu, po 2 tygodniach od postawienia diagnozy.

Tata Justyny Ciereszko był zakażony koronawirusem (archiwum prywatne)
Tata Justyny Ciereszko był zakażony koronawirusem (archiwum prywatne)

Jako przedsiębiorca miał styczność z wieloma osobami, dlatego jesienią, w szczycie zachorowań, wyjechał do posiadłości w odludnym miejscu, gdzie hodował zwierzęta. Chociaż czuł się tam samotny, nie chciał wracać do zatłoczonego miasta i ryzykować zakażenia.

- Tata, ze względu na wiek i możliwe skutki, wręcz panicznie bał się zarażenia koronawirusem. Na bieżąco śledził informacje o zachorowaniach. Zamartwiał się z powodu liczby zgonów - wspomina Justyna i dodaje, że mężczyzna był osobą bardzo towarzyską.

- Miał wielu znajomych. Musiał go wtedy ktoś odwiedzić. Wystarczył kontakt z jedną pozytywną osobą i się zaraził - wyjaśnia kobieta.

Pod koniec listopada Justyna odwiedziła tatę wraz z mamą. Wtedy mężczyzna czuł się dobrze, był rozmowny. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest zakażony.

- Byliśmy na spacerze w lesie. Po powrocie tata poszedł do łazienki. Stamtąd już wrócił chory. Wyszedł o własnych siłach, ale miał opadnięte kąciki ust, sparaliżowaną rękę, nie mógł mówić. Doznał silnego udaru - opowiada Justyna.

Tata Justyny Ciereszko starał się jak mógł, żeby uniknąć zakażenia (archiwum prywatne)
Tata Justyny Ciereszko starał się jak mógł, żeby uniknąć zakażenia (archiwum prywatne)

Mężczyzna trafił do szpitala. Najpierw był pacjentem placówki medycznej w Białymstoku, potem (gdy potwierdzono COVID-19) oddziału neurologicznego w Łomży (covidowego). Z powodu udaru mózgu mężczyzna nie mówił i nie poruszał się. Nie borykał się jednak z typowymi objawami zakażenia koronawirusem.

- Nie miał uporczywego kaszlu ani gorączki. Nic. To były tylko objawy infekcji (stan podgorączkowy, wydzielina w górnych drogach oddechowych). Tata dostał lek przeciwwirusowy i osocze ozdrowieńców, które przyniosły poprawę. Lekarze, mama i ja założyliśmy optymistycznie, że z tego wyjdzie. Martwiliśmy się jedynie o zmiany neurologiczne - wspomina kobieta.

2. Dwa tygodnie po udarze i stwierdzonym zakażeniu COVID-19 mężczyzna zmarł

- W dniu śmierci, 17 grudnia, tata dostał duszności. Miał gorączkę. Lekarze przenieśli go na OIOM. Pod respiratorem spędził niecałą godzinę. Akcja serca się zatrzymała. Nie udało się go uratować pomimo 40-minutowej reanimacji. Wiedziałam, że tata bał się zakażenia i możliwych skutków od początku pandemii, zwłaszcza po drugiej fali. Musiał coś przeczuwać. Chyba dopadło go przeznaczenie.... - mówi Justyna.

Nadciśnienie tętnicze, z którym zmagał się 71-letni mężczyzna, zwiększa niebezpieczeństwo wystąpienia ciężkich objawów u osób zarażonych koronawirusem. Ponadto pacjenci z tym schorzeniem są obarczeni dwukrotnie większym ryzykiem zgonu z powodu COVID-19 w porównaniu z osobami, których ciśnienie krwi jest prawidłowe.

25-latka nie miała sposobności pożegnać się z tatą. W trakcie pandemii koronawirusa w szpitalach obowiązuje zakaz odwiedzin pacjentów.

- Brak możliwości spotkania się z tatą, a nawet zwykłej rozmowy przez telefon, bo przecież nie mówił, był okropny. Zmarł 17 grudnia, ale dla mnie właściwie 29 listopada. Wtedy ostatni raz miałam z nim kontakt, widziałam go i rozmawiałam z nim... Pożegnałam się z tatą dopiero, gdy jego prochy spoczęły w urnie - przyznaje ze smutkiem Justyna Ciereszko.

3. 25-latka zaszczepiła się w grupie 0

Justyna Ciereszko ma 25 lat. Nie jest pracownikiem ochrony zdrowia. Zaszczepiła się przeciwko COVID-19 w ramach priorytetowej grupy 0 jako członek rodziny pracownika szpitala. Jej mama jest lekarzem medycyny pracy. Pierwszą dawkę szczepionki przyjęła w Sylwestra, drugą - 21 stycznia 2021 r.

31 grudnia 2020 r. Narodowy Fundusz Zdrowia dopuścił (do 6 stycznia) możliwość szczepienia przeciwko COVID-19 rodzin medyków, a także pacjentów, którzy w tym czasie przebywali w szpitalu i stan ich zdrowia na to pozwalał. Rekomendacja miała na celu najbardziej efektywne wykorzystanie szczepionek, które dotarły do szpitali w okresie świąteczno-noworocznym (wielodawkowe fiolki muszą zostać zużyte w krótkim czasie). Dawki szczepionek przeznaczone dla medyków i personelu niemedycznego, którzy w tym czasie byli nieobecni w placówkach, mogły więc zostać wykorzystane.

25-latka nie przechorowała COVID-19. Nie zaraziła się koronawirusem, mimo że miała styczność z osobą zakażoną (archiwum prywatne)
25-latka nie przechorowała COVID-19. Nie zaraziła się koronawirusem, mimo że miała styczność z osobą zakażoną (archiwum prywatne)

- Przed przyjęciem szczepionki zrobiłam test na przeciwciała. Wyszedł ujemny, mimo jednorazowego kontaktu z tatą, który, jak się później okazało, był zakażony - mówi kobieta.

Po zaszczepieniu się Justyna czuła się dobrze. Nie widziała żadnej różnicy w porównaniu z samopoczuciem przed szczepieniem. Po ok. 30-minutowej obserwacji opuściła szpital. Kilka godzin później pojawił się ból ramienia w miejscu wkłucia. Ustąpił po 2 dniach. To jedna z typowych dolegliwości, które mogą wystąpić po zaszczepieniu się.

- Aktualnie fizycznie czuję się bardzo dobrze. W pełni bezpieczna będę po 7 dniach od jej przyjęcia drugiej dawki. Wtedy moja odporność wzrośnie do 95 proc. Przyznaję, że samopoczucie psychiczne jest gorsze. Jednak ma to związek ze stratą bliskiej osoby, a nie ze szczepionką - zaznacza Justyna Ciereszko.

- Od początku pandemii zdawałam sobie sprawę z tego, że z tym wirusem nie ma żartów. Najpierw dlatego, że za mało o nim wiedzieliśmy, a później, ponieważ wiadomo było, jakie spustoszenie może wywołać w organizmie człowieka. Chęć zaszczepienia się przybrała na sile po stracie taty. Wiedziałam, że bardzo wyczekiwał dopuszczenia szczepionki do obrotu. Niestety, nie doczekał tego dnia. Szczepionka to dla mnie prawdziwy dar nauki. Mam świadomość, że bez szczepionki nie ma szans na powrót do normalnego życia sprzed pandemii - podsumowuje Justyna.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza