Trwa ładowanie...

Nowa strategia walki z koronawirusem w Polsce. Prof. Flisiak: "Taki system powinien działać od samego początku epidemii"

Lekarze rodzinni buntują się przeciwko nowej strategii walki z COVID-19, którą właśnie ogłosiło Ministerstwo Zdrowia. Uważają, że to przerzucanie odpowiedzialności za prowadzenie zakażonych koronawirusem. - Taki system powinien działać od samego początku epidemii, a jeśli lekarze rodzinni narzekają na brak kompetencji, zapraszam na odział zakaźny na przeszkolenie - mówi prof. Flisiak.

Zobacz film: "Druga fala koronawirusa a rok szkolny. Dr Sutkowski wie, że to wyzwanie dla lekarzy rodzinnych"

1. Lekarze POZ na pierwszą linię walki z koronawirusem

Minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił nową strategię walki z SARS-CoV-2 w Polsce. Zgodnie z wcześniejszymi przeciekami, na pierwszą linię walki z epidemią koronawirusa rzucono lekarzy rodzinnych. To do nich w pierwszej kolejności będą zwracać się pacjenci z podejrzeniem zakażenia koronawirusem. Pierwsza konsultacja będzie odbywała się w ramach teleporady. Jeśli objawy nie będą ustępować, to po 3-5 dniach lekarz będzie musiał zbadać pacjenta osobiście i podjąć decyzję o konieczności przeprowadzenia testu.

Prof. Robert Flisiak
Prof. Robert Flisiak (East News)

Jak wcześniej mówił w rozmowie z WP abcZdrowie doktor Jacek Krajewski, szef Federacji "Porozumienie Zielonogórskie", jest to próba przeniesienia odpowiedzialności za na lekarzy rodzinnych, ponieważ odróżnienie objawów COVID-19 a grypy jest niemal niemożliwe.

- Nie mamy takich narzędzi, aby sprostać planom ministerstwa. Po pierwsze, grypa a COVID-19 mają identyczne objawy kliniczne i nie da się je rozróżnić zwłaszcza podczas teleporady. Po drugie nie mamy ani warunków, ani infrastruktury, aby przyjmować chorych zakaźnych. To zapraszanie koronawirusa do gabinetów, gdzie są przyjmowane dzieci i pacjenci przewlekle chorzy. Może to się skończyć wystąpieniem nowych ognisk epidemii - mówił Krajewski.

Zdaniem prof. Roberta Flisiaka, kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, nowe zasady nie nałożą na lekarzy rodzinnych większej odpowiedzialności niż ta, którą mieli w latach ubiegłych w związku z infekcjami grypopodobnymi.

- Taki system powinien działać od samego początku, ale jeśli lekarze rodzinni narzekają na brak kompetencji, to służymy możliwością przeszkolenia w oddziałach zakaźnych. Pamiętajmy, że lekarze rodzinni przez sześć lat studiowali medycynę i często mają wieloletnie doświadczenie w leczeniu osób z infekcjami górnych dróg oddechowych. Poza tym nie jest niczym nowym, że lekarz musi kształcić się przez całe życie - uważa prof. Flisiak.

Zdaniem eksperta, wątpliwe jest też, aby w przychodniach lekarzy rodzinnych doszło do wystąpienia ognisk epidemii.

- Do zakażenia może dojść wszędzie, ale nie mniej jednak ludzie chodzą na stadiony, do szkół i restauracji, jeżdżą komunikacją miejską, chodzą do szpitali. Takie samo ryzyko występuje w placówkach POZ. Jeśli procedury i właściwa organizacja pracy zostaną zachowane, to w przychodniach nie powinno dochodzić do zakażeń częściej niż statystycznie. Jeżeli lekarze rodzinni nie będą organizować wesel w przychodniach, to nie grozi to większą liczbą zakażeń niż w innych miejscach - podkreśla prof. Flisiak.

2. "Szybkie testy antygenowe na SOR-ach? Są bez sensu"

Resort ma także zamiar wprowadzić testy antygenowe, które będą wykorzystywane głównie w SOR-ach. O tym pomyśle prof. Flisiak mówi krótko: "Bezsens".

- Na tę chwilę mamy jak najgorsze zdanie na temat testów antygenowych. Jest opinia konsultantów krajowych z chorób zakaźnych, diagnostyki laboratoryjnej, mikrobiologii klinicznej i PTEiLChZ, która kwestionuje ich przydatność przy obecnym poziomie wiedzy. Dotychczasowe badania wskazują, że testy antygenowe mają od 10 do maksymalnie 30 proc. czułości. Zgodnie ze standardami WHO ujemny wynik w teście antygenowym wymaga weryfikacji za pomocą testu PCR (test genetyczny - przyp. red.). Dodatni wynik również wymaga weryfikacji, ponieważ zgodnie z definicją przypadku, tylko osoba, u której test genetyczny potwierdzi obecność wirusa, może zostać uznana za zakażoną. W związku z tym, jaki jest sens robienia testu, po którym niezależnie od wyniku i tak trzeba zrobić test genetyczny? - podsumowuje się prof. Flisiak.

Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Lekarze buntują się przeciwko pomysłom Ministerstwa Zdrowia. Dr Jacek Krajewski: Strategia walki z COVID-19 jest nierealna

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.