Profesjonalny pacjent na pełny etat

Bezpowrotnie minęły czasy, w których diagnoza wypowiedziana przez lekarza brzmiała w uszach przerażonego pacjenta jak klątwa, której kompletnie nie był w stanie pojąć. Nieograniczony dostęp do internetu zrobił swoje. Na temat własnego stanu zdrowia pragniemy wiedzieć jak najwięcej, chcemy być świadomi tego, co dzieje się z naszym ciałem. Okazuje się, że choć zastępowanie specjalisty wyszukiwarką google zwykle nie wychodzi nam na dobre, coraz częściej zdarzają się spektakularne wyjątki.

1. Niepokorny samouk

Jednym z tego typu odstępstw od reguły jest historia Kim Goodsell – 50-letniej mieszkanki południowej Kalifornii. Niezwykle aktywna, żądna przygód weteranka wypraw w nieznane nie była w stanie zaakceptować usłyszanej diagnozy, która oznaczała konieczność rezygnacji ze wszystkiego, co w życiu było jej najbliższe – fascynujących podróży po odciętych od świata zakątkach Ameryki Południowej, ukochanych rowerowych wypadów czy spływów kajakowych.

Zobacz film: "Nieleczony ból może nawet doprowadzić do samobójstwa"

Jako pierwsza została u niej rozpoznana bardzo rzadka wada serca, która zmusiła ją do noszenia defibrylatora. Niewielkie urządzenie, choć miało ratować przed najgorszym, wcale nie poprawiło jej stanu. Wręcz przeciwnie – kondycja silnej zazwyczaj Kim zmieniła się nie do poznania. Zaczęła odczuwać ból, który właściwie uniemożliwiał jej normalne funkcjonowanie. Lekarze rozkładali ręce. Tak widocznie musi być. Przecież najważniejsze, że żyje. W tej myśli postanowiła szukać pocieszenia.

Zobacz także:

Zgoda na los cierpiętnika nie trwała jednak długo. Przełomem okazał się zwykły upadek z roweru. Wyniki przeprowadzonych wtedy badań ponownie przewróciły świat kobiety do góry nogami – uznano, że cierpi dodatkowo na nieuleczalną chorobę Charcota-Mariego-Tootha – wrodzone neuropatie czuciowo-ruchowe stopniowo odbierające możliwość panowania nad ciałem. Tego było za wiele.

Pomiędzy chorobami musi istnieć jakieś powiązanie – ta myśl nie dawała Goodsell spokoju. Postanowiła zrobić wszystko, by to udowodnić. Treningi pływania i biegania, które do tej pory szczelnie wypełniały jej czas, ustąpiły miejsca skrupulatnej lekturze medycznych publikacji.

Słowo po słowie, godzina po godzinie przybliżała się do tego, co uszło uwadze lekarzy. To, co odkryła, wprawiło w osłupienie nawet uznanych specjalistów. Okazało się, że jej dolegliwości mają wspólną przyczynę, jaką jest mutacja genu LMNA. Wyproszone badania potwierdziły tę tezę.

Każdego dnia możesz nauczyć się czegoś nowego - sprawdź jak
Każdego dnia możesz nauczyć się czegoś nowego - sprawdź jak [9 zdjęć]

Wieczorne programy informacyjne w ciągu zaledwie 20-30 minut dostarczają streszczenia wszystkich najważniejszych...

zobacz galerię

2. Historia rodem z filmu

Kim Goodsell nie jest odosobnionym przypadkiem pacjenta, który postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Niezwykły scenariusz życie napisało dla Paula Whyleyego, który swoją chorobę rozpoznał absolutnym przypadkiem.

62-latek postanowił bowiem zabrać swoją ukochaną żonę Jayne do kina – od dawna chcieli zobaczyć "Teorię wszystkiego", produkcję poświęconą życiu znakomitego naukowca Stephena Hawkinga cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne, postępujące schorzenie neuronu ruchowego stopniowo odbierające możliwości samodzielnego poruszania się, jedzenia, mówienia, a ostatecznie – oddychania.

Wraz z rozwojem akcji zainteresowanie widza zaczęło ustępować przerażeniu. Mężczyzna zdał sobie sprawę z tego, że patrzy na... samego siebie. Okazało się, że od jakiegoś czasu pojawiały się u niego wszystkie objawy choroby Hawkinga.

Rozpoznanie choroby
Rozpoznanie choroby

W tajemnicy przed partnerką Paul zgłosił się do lekarza, który zalecił wykonanie wszystkich niezbędnych badań. Ich wyniki niestety nie pozostawiały wątpliwości. Whyley miał rację. Niestety, nie ma on do dyspozycji takiej ilości pieniędzy, jak światowej sławy fizyk, nie stać go na wózek przypominający robota. Jego żona i siostra zajmują się zbieraniem funduszy mających pomóc dostosować panujące w  domu warunki do potrzeb chorego, które z dnia na dzień stają się coraz większe.

3. Dr House po polsku

Piotr z problemami zdrowotnymi zmagał się, odkąd sięgał pamięcią. Wiecznie przemęczony, niewyspany, podatny na infekcje, przez które co chwila lądował w łóżku. Przeświadczony, że taka już jego natura, poważniej zaniepokoił się dopiero w momencie, kiedy zaczął widzieć podwójnie.

Drętwienie lewej strony ciała zmusiło go do położenia się na oddział. Podejrzewano stwardnienie rozsiane. Niemal w stu procentach potwierdziły to przeprowadzone badania. Podane leki przyniosły niewielki efekt. Po opuszczeniu szpitala u 24-latka pojawiły się inne dziwne objawy, które zrzucono na karb postępu SM.

10 babcinych lekarstw, które naprawdę działają
10 babcinych lekarstw, które naprawdę działają [11 zdjęć]

Wypadają ci włosy? Pomoże ci najczęściej traktowana tylko jako chwast pokrzywa. Jest ona prawdziwą bombą...

zobacz galerię

Intuicja podpowiadała Piotrowi, że coś jest nie tak. W internecie trafił na wypowiedzi osób leczonych na stwardnienie, u których diagnoza okazała się błędna, bo w rzeczywistości cierpieli na boreliozę. Mężczyzna postanowił pójść w tym kierunku, chociaż pierwsze przeprowadzone pod tym kątem testy nie potwierdziły jego teorii.

Godzinami surfując w sieci, znalazł wreszcie informację na temat zalecanych w takiej sytuacji bardziej dokładnych badań. Wykonał je. Jak się okazało, trafił w sedno. To była neuoroborelioza – odmiana boreliozy atakująca układ nerwowy. Upór uratował chłopakowi życie.

Wiedza medyczna przestaje być towarem ekskluzywnym przeznaczonym jedynie dla wąskiej grupy wybrańców. Determinacja i otwarty umysł to najlepsza droga do zgłębienia tajników, które na pierwszy rzut oka wydają się niepojęte. Rzecz w tym, by nadmierna wiara we własne możliwości nie przesłoniła zdrowego rozsądku.

Zobacz także:

Czy borelioza jest zakaźna? Jak się objawia? Dołącz do dyskusji naszych użytkowników na temat tej niebezpiecznej choroby.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.