Trwa ładowanie...

W ukraińskich szpitalach pilnie potrzeba leków. Kolegów wspiera polski lekarz

- Potrzebne są leki na nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, w tym metformina czy insulina, leki na wysoki poziom cholesterolu czy też leki przeciwkrzepliwe, które stosuje się u pacjentów po zawale mięśnia sercowego oraz antybiotyki - wymienia prof. Maciej Banach. W Ukrainie brakuje w zasadzie większości preparatów medycznych, a z każdym dniem stan chorych będzie się pogarszać.

spis treści

1. Akcja "Serca dla Serc"

Na portalu SiePomaga założona została zbiórka na zakup leków i wyrobów medycznych dla Instytutu Kardiologii w Kijowie. Potrzeby placówek medycznych dotkniętego wojną kraju są ogromne.

- Normalne dostawy leków, które miały miejsce przed wojną, teraz praktycznie przestały funkcjonować. Tych leków fizycznie nie ma albo ich ilość jest bardzo ograniczona. Niektóre apteki są otwarte, ale nie są wyposażone w taki sposób, żeby gwarantowało to bezpieczeństwo funkcjonowania pacjentów, nie tylko tych wymagających hospitalizacji – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie prof. dr hab. n. med. Maciej Banach, kardiolog, lipidolog, epidemiolog chorób serca i naczyń.

24 lutego, w dniu wybuchu wojny z ramienia Kancelarii Prezydenta lekarz zajął się pomocą w dostarczaniu leków do ukraińskich szpitali. Jak przyznaje, nie był to przypadek, bo zna wielu specjalistów z Ukrainy. Ma zatem pełną świadomość tego, jak wygląda codzienność medyka w wojennej rzeczywistości.

- W pewnym momencie zgłosiła się do mnie koleżanka, kardiolog, profesor Olena Mitchenko z Instytutu Kardiologii w Kijowie, jak również dyrektor tego instytutu - z bardzo konkretnym zapotrzebowaniem lekowym – mówi kardiolog z Uniwersytetu Medycznego z Łodzi.

- Rozmawiając z moim kolegą Markiem Kustoszem z Fundacji To Się Leczy, podjęliśmy decyzję o założeniu zbiórki. Później dotarło to także do Patrycji Markowskiej, która uznała, że wesprze akcję – opowiada prof. Banach. - Pojawił się nawet singiel piosenkarki, który nawiązuje bezpośrednio do tego, co się dzieje w Ukrainie, a następnie pomysł, by zorganizować taki mały koncert dla tej osoby, która wpłaci najwyższą kwotę na zbiórkę - dodaje.

Jak mówi kardiolog, za zebrane fundusze Fundacja ma zakupić leki, które później przekaże Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. RARS z kolei ma odpowiadać za dostarczenie leków do Kijowa.

- Mając to zapotrzebowanie, my musimy znaleźć pieniądze. W pomoc zaangażowało się mnóstwo ludzi dobrej woli, w tym także firmy farmaceutyczne i hurtownie. Na początku większość ich pomocy miała postać darowizny, ale wiadomo było, że zapotrzebowanie na leki jest i będzie bardzo duże, zwłaszcza że nie wiadomo, kiedy wojna się skończy – przyznaje prof. Banach. Podkreśla, że zarówno firmy, jak i hurtownie farmaceutyczne oferują im bardzo dobre ceny leków, jednak pieniędzy na nie wciąż brakuje.

2. Sytuacja pacjentów i lekarzy w Ukrainie

Tymczasem sytuacja pacjentów na Ukrainie jest dramatyczna. Prof. Banach przyznaje, że w wielu szpitalach w Ukrainie lekarze muszą zmierzyć się z novum, jakim jest leczenie ran i urazów związanych bezpośrednio z wojną. Dla lekarzy to prawdziwa próba, bo nie byli tego uczeni na studiach.

- Nawet polscy chirurdzy czy neurochirurdzy, którzy pomagali w Ukrainie, opowiadali mi, że zetknęli się z ranami, jakich jeszcze nigdy wcześniej nie widzieli – relacjonuje ekspert.

Mimo że do Polski i nie tylko, trafiają pacjenci z Ukrainy, w tym z chorobami nowotworowymi, to wciąż w kraju opanowanym przez wojnę jest wiele osób potrzebujących leków i opieki medycznej.

- Szczególnie chciałbym zwrócić uwagę na schorzenia endokrynologiczne. Po katastrofie w Czarnobylu w 1986 r. bardzo duży odsetek Ukraińców - nawet co trzeci, głównie kobiety - ma chorobę Hashimoto czy inne choroby związane z tarczycą – mówi prof. Banach.

- Ci wszyscy pacjenci mają konkretne potrzeby związane z ich zdrowiem i żeby skutecznie kontynuować leczenie, potrzebna jest pomoc. Potrzebne są leki na nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, w tym metformina czy insulina, leki na wysoki poziom cholesterolu czy też leki przeciwkrzepliwe, które stosuje się u pacjentów po zawale mięśnia sercowego oraz antybiotyki, stosowane także w kardiologii po różnych zabiegach czy wreszcie leki przeciwbólowe - wymienia kardiolog

Lekarz przyznaje, że w pewnym momencie w samym Kijowie było mniej niż 50 proc. pacjentów potrzebujących leczenia, ale to się wkrótce zmieniło, gdy do miasta zaczęli przybywać mieszkańcy Charkowa, Chersonia, Mariupola.

- To osoby, które wiedziały, że w Kijowie jest bezpieczniej, a zarazem nie chciały oddalać się zanadto od miejsca zamieszkania. Cały czas mieli nadzieję, że wojna niedługo się skończy, a oni będą mogli wrócić i odbudować to, co zostało zniszczone. Ci ludzie bardzo przeżywają to, że stracili dobytek, że ich ojczyzna została zdewastowana, a jednocześnie są niesamowicie zmotywowani do tego, by odbudować to wszystko jak najszybciej. Dla mnie to bohaterowie, prawdziwi patrioci - mówi kardiolog.

Bohaterami są dla prof. Banacha także lekarze borykający się każdego dnia z problemami, które dla polskiego lekarza są niewyobrażalne.

- Prof. Mitchenko mówiła, że jeszcze niedawno codziennie było po kilkanaście alarmów bombowych na dobę, a obecnie jest od pięciu do ośmiu. Każdorazowo w takiej sytuacji pacjenci, oprócz tych w najcięższym stanie na OIOM-ach, schodzą do schronów. Czasem siedzą tam pół godziny lub godzinę i właśnie tam lekarze muszą kontynuować swoją pracę. I w tym wszystkim, lekarze muszą się zmierzyć dodatkowo z brakiem leków – tłumaczy ekspert.

3. Pacjenci odmawiają wyjazdu z Ukrainy

Prof. Banach przypomina, że do Polski trafiają w pierwszej kolejności pacjenci onkologiczni - mali pacjenci dotknięci różnymi typami nowotworów krwi, a także dorośli, pacjenci hemodializowani czy kobiety w ciąży z powikłaniami.

Niestety, nie każdemu da się pomóc, także dlatego, że niektórzy nie chcą opuszczać kraju.

- Nierzadko ci, którzy ze względu na stan zdrowia powinni być transportowani do Polski, odmawiają. Oni chcą pozostać w Ukrainie i tam się dalej leczyć, mimo że mają świadomość, że to leczenie może nie być do końca efektywne - opowiada prof. Banach

Także wielu uchodźców decyduje się na powrót z Polski do ojczyzny. - Chcą być bliżej domu, chcą mieć większe szanse na spotkanie się z bliskimi, chcą pracować i zarabiać, a nie czekać w naszym kraju na zakończenie wojny – przyznaje.

Prof. Banach podkreśla, że pomoc z Polski jest wciąż konieczna i nie czas, by poddawać się myślom o zmęczeniu.

- Pomagajmy, jak potrafimy, bo naprawdę każdy może to zrobić. To nie tylko realne wsparcie, w tym finansowe czy rzeczowe, ale czasem nawet uśmiech, uścisk, otwartość. Nie ulegajmy fake newsom, nie słuchajmy przekazów, które szerzą niechęć do Ukraińców. To strasznie niegodziwe, biorąc pod uwagę fakt, co ci ludzie przeżyli. Nie zabraknie Polakom leków, pracy czy miejsc w szpitalach. To nieprawda, nie ulegajmy takiej panice - apeluje lekarz.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze
Szukaj innego lekarza