Trwa ładowanie...

Prof. Filipiak o nowych wariantach koronawirusa w Polsce: Czy naprawdę wierzymy, że ten mutant boi się Odry i Nysy Łużyckiej?

Niekonsekwencja w działaniach, za mała liczba testów i brak odpowiedniej diagnostyki w kierunku nowych wariantów koronawirusa, to główne grzechy, które stawiają nas nad krawędzią trzeciej fali pandemii. Prof. Krzysztof J. Filipiak zauważa, że widać zróżnicowanie, jeśli chodzi o przyrost zakażeń w poszczególnych regionach kraju. W związku z tym decyzje o zamykaniu bądź otwieraniu poszczególnych branż powinny być wprowadzane lokalnie.

Zobacz film: "Dr Tomasz Karauda o konieczności zmian legislacyjnych dot. pandemii COVID-19"

spis treści

1. Mamy początek trzeciej fali w Polsce

W piątek 19 lutego resort zdrowia opublikował nowy raport, z którego wynika, że w ciągu ostatniej doby 8 777 osób otrzymało pozytywny wynik testów laboratoryjnych w kierunku SARS-CoV-2. Z powodu COVID-19 zmarło 241 zakażonych.

To kolejny dzień z bardzo dużą liczbą zakażeń i wyraźnym wzrostem liczby pacjentów wymagających hospitalizacji. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia oficjalnie potwierdził, że mamy początek trzeciej fali.

"Widzimy trend wzrostowy. Widzimy dynamiczny wzrost. Dziś jest pierwszy dzień, gdy odnotowaliśmy wzrost zajętości łóżek w szpitalach, które do tej pory spadały" - powiedział rzecznik Ministerstwa Zdrowia. "Mamy początek trzeciej fali. Ona nie kształtuje się tak dynamicznie jak na Słowacji czy w Czechach (...), ale staje się faktem". Jak ona wysoko dojdzie, do jakiego pułapu sięgnie, to już zależy od naszej odpowiedzialności" - dodaje Wojciech Andrusiewicz.

Czy ta tendencja wzrostowa to efekt poluzowania obostrzeń, czy dowód na rozprzestrzenianie się w Polsce wariantu brytyjskiego, który stanowi już w Polsce ok. 10 proc. wszystkich odnotowywanych przypadków?

Zdaniem prof. Krzysztofa J. Filipiaka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, rząd po raz kolejny szuka winnego.

Teraz za przyrosty zakażeń będą "odpowiedzialni" turyści z Zakopanego i innych rejonów kraju.

Takie przerzucanie odpowiedzialności to "mentalny infantylizm lub celowe ukrywanie ważniejszych powodów tego trendu wzrostowego" - mówi prof. Krzysztof. J. Filipiak, który aktywnie komentuje sytuację w Polsce i na świecie również w mediach społecznościowych.

Lekarz zwraca uwagę na to, że od początku lutego widać w Polsce wyraźnie tendencję wzrostową, jeśli chodzi o liczbę zakażeń. W pandemii nic nie dzieje się z dnia na dzień, efekty pojawiają się z około dwutygodniowym opóźnieniem.

- Efekty takie widzimy około 2 tygodnie od jakiejś istotnej zmiany w zakresie potencjalnej transmisji wirusa - taką zmianą był powrót do szkół dzieci klas I-III od 18 stycznia. Dodajmy do szkół, w których nikt nawet nie planował jeszcze zaszczepić nauczycieli, a w których trudniej utrzymać zasady dystansowania się, dezynfekcji czy noszenia maseczek niż w galeriach handlowych. Drugim powodem jest prawdopodobnie stale rosnący udział procentowy brytyjskiego mutanta B.1.1.7 wśród nowych zakażeń. Wiadomo, że jest on bardziej zaraźliwy i szybciej się rozprzestrzenia - tłumaczy prof. dr hab. med. Krzysztof J. Filipiak, kardiolog, internista i farmakolog kliniczny z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

2. Diagnostyka laboratoryjna to nasz słaby punkt

Ekspert zwraca uwagę na niską liczbę wykonywanych testów i znikomą liczbę badań wykrywających nowe warianty koronawirusa. Nie jesteśmy przygotowani na określanie częstości poszczególnych wariantów. Wiadomo, że u naszych sąsiadów liczbę zakażeń spowodowanych wariantem brytyjskim szacuje się już nawet na 60 proc. przypadków - takie dane podają Słowacy. Duży wzrost zakażeń mutantem z Wielkiej Brytanii potwierdzili też Czesi i Niemcy.

- Skoro tak marnie wygląda diagnostyka laboratoryjna, to nie dziwmy się, że nie jesteśmy w ogóle przygotowani na określanie częstości wariantów mutacji - brytyjskiej czy południowoafrykańskiej. Ta ostatnia według Ministerstwa Zdrowia w Polsce w ogóle nie jest stwierdzona, chociaż jest potwierdzona w Niemczech. Czy naprawdę wierzymy, że ten mutant boi się Odry i Nysy Łużyckiej? - pyta retorycznie prof. Filipiak.

Dużą liczbę zakażeń wariantem brytyjskiem potwierdzono m.in. w Niemczech i Czechach
Dużą liczbę zakażeń wariantem brytyjskiem potwierdzono m.in. w Niemczech i Czechach (Getty Images)

3. Zachorowalność jest wyższa w tych regionach, które wcześniej były "oszczędzone" przez koronawirusa

Kilka dni temu minister zdrowia ostrzegał, że jeśli przekroczymy liczbę 10 tys. zakażeń, czekają na kolejne ograniczenia. Zdaniem prof. Filipiaka nie powinno to oznaczać wprowadzenia automatycznie ponownego lockdownu, pod uwagę trzeba wziąć różne czynniki.

- Nie tylko na jednym parametrze powinno się opierać takie decyzje, ważniejsza wydaje się liczba zgonów, liczba zajętych łóżek, liczba osób w ciężkim stanie pod respiratorami. Poza tym należy wreszcie uwzględniać regionalne różnice w sytuacji epidemicznej i we wzroście zachorowań - podkreśla lekarz.

Prof. Filipiak zwraca uwagę na regionalne zróżnicowanie, jeśli chodzi o przyrost zakażeń w kraju. W związku z tym jego zdaniem część ograniczeń powinna być wprowadzania lokalnie.

- Być może należy pewne obostrzenia przywracać na terenie konkretnych powiatów, miast, ale nie w skali całego kraju. Poza Mazowszem - specyficznym, bo z Warszawą, stolicą kraju, największym miastem, największe wzrosty zakażeń są na północy - Pomorze, Warmia i Mazury, Kujawy. To jak gdyby "odwrócenie" epidemiologii z poprzedniej fali. Mamy dane, że najwięcej dodatkowych zgonów za zeszły rok związanych z pandemią było na Podkarpaciu, w Małopolsce, na Śląsku i generalnie w Polsce południowo-wschodniej. Wydaje się zatem, że zachorowalność jest obecnie wyższa w tych regionach, które były "oszczędzone" poprzednio - podkreśla profesor.

- Za mało wiarygodnych danych, bo za mało testujemy, żeby bliżej się temu przyglądać i wyciągać wnioski, ale warto odnotować, że wzrosty zakażeń nie powinny przekładać się na ewentualne kolejne zamykanie branż i aktywności w całym kraju, ale powinny być monitorowane regionalnie. Niestety, tutaj państwo również zawodzi. Nie widać koncepcji na lepszą walkę z pandemią w tym względzie, a wszystko odbywa się "od ściany do ściany" - dzisiaj zamykamy to, jutro otwieramy coś innego - dodaje ekspert.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.