Trwa ładowanie...

Kostnice zaczynają być przepełnione. "Możemy stawiać namioty i trzymać w nich ciała"

Coraz większa liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa powoduje, że w niektórych miejscach w kraju zaczyna brakować miejsc w kostnicach. Oczekiwanie na pogrzeb wydłuża się nawet do dwóch tygodni. - Jak temperatura spadnie poniżej 5 stopni, to w ostateczności możemy stawiać namioty i trzymać ciała na powietrzu. W czarnych scenariuszach istnieje taka możliwość - mówi Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego.

Zobacz film: "Koronawirus w Polsce. Dr Sutkowski: "Liczba zgonów jest przeogromna" (WIDEO)"

spis treści

1. W kostnicach brakuje miejsc

Koronawirus zbiera śmiertelne żniwo. Nie chodzi tylko o osoby zakażone, ale również pacjentów, którzy cierpieli na inne choroby i nie zostali zdiagnozowani w porę, bali się zgłosić do lekarza, albo nie trafili na czas do szpitala.

Skalę problemu widać dobitnie w statystykach. Dane z Urzędów Stanu Cywilnego wskazują wyraźnie, że w ostatnim tygodniu października zmarło dwukrotnie więcej osób, niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

- Ilość zgonów, która była w październiku przekroczyła średnią o ponad 14 tysięcy, ten wzrost był ponad trzydziestokrotny w porównaniu do średniej z ostatnich 10 lat - mówi Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego.

To powoduje, że zaczyna brakować miejsc w kostnicach.

- Nie ma wydolności kostnic szpitalnych. To efekt kilkudziesięcioletnich zaniedbań, które ujawniła pandemia. Brakuje miejsc w chłodniach, ponieważ jeżeli w szpitalu nie było oddziału paliatywnego, wewnętrznego, automatycznie wcześniej niepotrzebne im było aż tyle miejsc w chłodniach. Szpitale pozbywały się też swoich prosektoriów i podpisywały umowy z zakładami pogrzebowymi, żeby nie generować kosztów. Teraz mamy tego skutki - szpitale są niewydolne, jeśli chodzi o przechowywanie ciał. Brakuje też personelu - tłumaczy Adam Ragiel, balsamista, specjalista usług funeralnych, twórca Polskiego Centrum Szkolnictwa Funeralnego.

Problem dotyczy przede wszystkim małych szpitali. - Takie prosektorium ma miejsca na maksymalnie 10 ciał, przy 5 zgonach na dobę jest zapełnione w ciągu dwóch dób. A co dalej? W dzisiejszej sytuacji, przy tych zgonach, które są to nie wystarczy - dodaje Ragiel.

Dodatkowy problem pojawia się w związku z tym, że bardzo często rodzina zmarłego zakażonego koronawirusem jest na kwarantannie, w związku z tym, nie ma kto się zająć organizacją pogrzebu, a nawet jeśli, to bliscy czekają, aż będą mogli wziąć udział w uroczystości.

- W związku z tym ciało czeka w chłodni, aż ktoś zajmie się pochówkiem i tu jest to wąskie gardło. Jako Stowarzyszenie już na początku pandemii postulowaliśmy, żeby ciała osób, które zmarły na COVID poddawać kremacji. Wtedy automatycznie byłoby zwalniane miejsce w chłodni. Na pewno wielu osobom by się to nie spodobało, ale uważamy, że dobro ogółu powinno być ponad dobrem jednostki - postuluje prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego.

2. Szpitale zaczynają korzystać z mobilnych kostnic albo przekształcają puste magazyny

Krzysztof Wolicki przyznaje, że również w branży pogrzebowej nikt nie spodziewał się aż takich przyrostów zgonów.

- Do lipca tych pogrzebów było średnio mniej niż w poprzednich latach. Od sierpnia były drobne przyrosty na poziomie ok. 3 proc., ale w październiku poszło to ostro w górę. Nikt tego nie przewidział. W dużych miastach, jak np. Warszawa, są duże chłodnie nawet na 200 ciał, ale to było planowane w razie jakieś katastrofy. Nikt nie brał pod uwagę, że to będzie problem w całym kraju.

Część szpitali zaczyna korzystać z chłodni mobilnych albo, tak jak w Gorlicach, tworzy dodatkowe miejsca przystosowane do przechowywania ciał w magazynie szpitala. Eksperci nie mają wątpliwości, że najgorsze przed nami, musimy być gotowi na coraz większą liczbę zgonów, nie tylko bezpośrednio związanych z COVIDem.

Krzysztof Wolicki przyznaje, że trzeba brać pod uwagę różne rozwiązania.

- Jak temperatura spadnie poniżej 5 stopni, to w ostatecznosci możemy stawiać namioty i trzymać ciała na powietrzu. Procesy gnilne ustają przy temperaturze poniżej plus 5 stopni. W czarnych scenariuszach istnieje taka możliwość, oczywiście przy izolacji tych miejsc od otoczenia. Myślę, że też na pewno wojsko ma kostnice polowe, namioty z agregatami do chłodzenia, które mogłyby być użyte w kryzysowej sytuacji - mówi Wolicki.

3. "On będzie pochowany jak pies. Wie pani, jakie to jest uwłaczające dla człowieka?"

Wielu bliskich narzeka na problem z organizacją pogrzebu. Większa liczba zgonów oznacza też coraz dłuższy czas oczekiwania na pogrzeb.

- Jeśli jest większa liczba pogrzebów, to firma fizycznie nie jest w stanie wyrobić się z organizacją. Automatycznie jest też więcej kremacji, zwłaszcza w dużych miastach i tu terminy też mogą być wydłużone - mówi Adam Ragiel.

- Przed pandemią na pogrzeb czekało się 5 do 10 dni, teraz ten czas np. w Krakowie wydłużył się do dwóch tygodni. To zależy od wielkości miejscowości - dodaje Krzysztof Wolicki.

Opóźnienia to jednak niejedyny problem, z którymi muszą się mierzyć bliscy zmarłych, którzy byli zakażeni koronawirusem. Pisaliśmy już o tym, że w takich przypadkach nie ma szans na ostatnie pożegnanie.

- Rodzina jest pozbawiona nie tylko możliwości pożegnania, ale i identyfikacji ciała. I tak naprawdę bliski nie jest pewien, czy na pewno jest to właściwa osoba. Na szczęście zauważyłem, że zaczęło się to zmieniać. Coraz częściej identyfikacja odbywa się w ten sposób, że laboranci w prosektorium robią zdjęcie osoby zmarłej i jest ono pokazywane bliskim. To jest jedyny element, którym możemy uspokoić rodzinę.

W wielu miejscach kraju w przypadku zmarłych "covidowych" nie ma możliwości odprawiania mszy pogrzebowej w kościele, mimo że sanepid nie wydał takich wytycznych.

- Taki problem jest np. w Warszawie. Kuria warszawsko-praska zakazała wprowadzania trumien do kościoła. Ceremonie odbywają się tylko na cmentarzu, a ewentualnie na drugi dzień albo za kilka dni może być msza popogrzebowa - mówi Adam Ragiel. Jako specjalista usług funeralnych, który ma 20-letnie doświadczenie nie ukrywa, że dla niego to rozwiązanie absolutnie absurdalne.

Skontaktowała się z nami kuria warszawsko-praska. Ich zaniem nie było zakazu organizacji uroczystości pogrzebowych w kościele w przypadku osób zmarłych na COVID-19. Decyzje dotyczące ceremonii pogrzebowych podejmują proboszczowie poszczególnych parafii, którzy stosują się do wytycznych sanepidu dla każdego przypadku.

- Pracowałem z różnymi chorobami zakaźnymi, naprawdę bardzo niebezpiecznymi. Kompletnie nie rozumiem takich zakazów. Jeżeli jest procedura wprowadzona przez GIS, że ciało ma być zdezynfekowane, potem jest wkładane do dwóch worków, a później jest wkładane do trumny, która jest zamknięta, nie ma żadnego zagrożenia. Przecież koronawirus przenosi się drogą kropelkową, więc jak ma się przenieść przy takich zabezpieczeniach? Co więcej zdarzały się parafie, gdzie nawet urny nie były wprowadzane do kościoła. Ciężko nawet skomentować, jak to jest kuriozalne, przecież ciało osoby zmarłej jest obojętne biologicznie - przyznaje balsamista.

Adam Ragiel zwraca uwagę na traumę, z którą zmaga się rodzina w takiej sytuacji.

- To są ludzkie tragedie. Jutro mamy taki pogrzeb w Warszawie i rodzina po prostu nie może sobie z tym poradzić, że człowiek był wierzący, praktykujący, przyjmował księdza, a teraz mówią "on będzie pochowany jak pies". Wie pani, jakie to jest uwłaczające dla człowieka?

- Jeżeli ksiądz się boi, że się zarazi, to nie powinien czynić tej posługi. Zapytałem ostatnio jednego z księży, który nie chciał odprawić mszy dla zmarłego z COVID: "Czy Jezus dzisiaj by się odwrócił od trędowatego?" Stanął jak wryty i nie odpowiedział. Mam wrażenie pod pretesktem COVID można teraz wszytsko zrobić - podsumowuje Ragiel.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.