Jak się uwolnić od toksycznego związku?

Witam. Mam 26 lat i 8-letni związek za sobą, a raczej w trakcie. To toksyczny związek, a ja nie umiem się uwolnić, zatracam siebie i swoje wartości. Każde nasze spotkanie to kłótnie i nierozwiązane problemy. Za wiele złego działo się w tym związku i wiem, że na 100% mojej winy jest 40%. Tak bardzo chcę się uwolnić, ale nie umiem! Jestem ciągle przygnębiona, mam złe nastroje, w nic nie wierzę. Najgorsze, że wiem, iż powinnam zostawić to wszystko, ale nie umiem!!! Nie wiem, jak mam to rozwiązać, nie potrafię tego tak zostawić... Co mam robić?

Pytanie zadane 08-11-2009r. o 19:34
mgr Paulina Stolorz porady udziela mgr Paulina Stolorz

mgr psychologii klinicznej, psychoterapeuta.

Porada eksperta

Szanowna Pani!

Wyjście z toksycznego związku jest trudne, ale na szczęście możliwe. Pani napięcie i poczucie bezradności są normalną reakcją, zwłaszcza że byliście Państwo ze sobą bardzo długo. Proponuję Pani prostą, ale skuteczną metodę uporania się z tym problemem.

1. Proszę dać sobie jakiś czas, na przykład godzinę, na podjęcie ostatecznej decyzji, co będzie dla Pani lepsze: rozstanie czy praca nad związkiem. Najlepiej zaplanować wcześniej, kiedy zrobi sobie Pani taki czas na przeanalizowanie swojej sytuacji. Może sobie Pani zaparzyć dobrej herbaty, usiąść w spokojnym, odosobnionym miejscu z długopisem i kartką papieru, a następnie:
wypisać wszystkie negatywne rzeczy w związku, u partnera, w życiu we dwoje oraz zastanowić się, czy coś z tego da się zmienić (realnie, nie życzeniowo)?

2. Na drugiej kartce proszę wypisać sobie wszystkie plusy i zaznaczyć, co z tego daje Pani tylko ten jeden partner, to, czego nie mógłby Pani dać nikt inny (na przykład poczucie bezpieczeństwa, bliskość, satysfakcję z życia seksualnego itp., to takie cechy, które może mieć Pani w każdym związku). Następnie proszę się zastanowić, czy te wyjątkowe cechy są warte poświęceń z kartki nr 1?

Bardzo ważne jest, aby racjonalnie podjąć ostateczną decyzję - czy walczyć o związek, czy się rozstać?

3. Jeżeli rzeczywiście podejmie Pani decyzję o rozstaniu, najlepiej wyrzucić listę plusów i kilka razy dziennie przeczytać wszystkie negatywne rzeczy, które spotkały Panią w związku. Tę kartkę dobrze jest mieć zawsze pod ręką na wypadek wątpliwości, które w przypadku wychodzenia z toksycznego związku są bardzo trudne do pokonania.

4. Proponowałabym umówić się na spotkanie z psychologiem. Najlepiej, gdyby podjęła Pani terapię tak, aby na czas rozstania i izolacji od partnera miała Pani wsparcie psychologa. To badzo ważne.

Proszę pamiętać, że po tak długim związku naturalna jest obawa przed samotnością, lęk, napięcie, niepewność. Czasem jednak warto zaryzykować i spróbować zacząć nowe, ale lepsze życie, nawet kosztem czasowego osamotnienia. Decyzja należy do Pani, trzymam kciuki za podjęcie tej właściwej!

Zachęcam również do zapoznania się z artykułem: http://jejpsyche.pl/jak-przetrwac-bycie-porzucona.

Życzę powodzenia i serdecznie Panią pozdrawiam!

Artykuły na ten temat:
Porozmawiaj o tym na Forum Psychologia »

Komentarze (36)

Wyloguj
~gosc
~gosc

Mowa, głupia gadka. Jestem w takim związku od 5 lat, z którego narodziło nam się dziecko. To ja jestem zaradną osobą, która zarabia na utrzymanie rodziny, bo królewicz zawsze ma problemy z utrzymaniem pracy. Już dawno próbowałam uciec jednak instytucje do teko powołane bały się mi pomóc gdyż groził mi nawet polaniem kwasem gdybym chciała go zostawić. Policja to osobny rozdział: założyłam mu niebieską kartę ale po jednej rozmowie czy ktoś dalej się mną interesuje czy nie dzieje się mi krzywda?
Jedyna moja obrona to samoobrona a reszta to tylko bełkot od "pseudo pomagaczy".
Ja też takie rady potrafię wygłaszać i co z tego jeżeli życie nas przerasta.
Łatwo dywagować jest komuś, kto nie był w takiej sytuacji.
Prosta sprawa, jesteś samodzielna osobą poradzisz sobie sama w życiu tylko niestety co z prześladowcą i kto nas uwolni od nich.
Mogłabym tu retorykę prowadzić jeszcze ale jaki jest sens, kto nie przeżył koszmaru, ten tego nie zrozumie.

Odpowiedz
~gosc
~gosc

Witam, ja też tkwię w toksycznym związku, ale coś się niedawno wydarzyło i po raz kolejny próbuję się uwolnić. Problem w tym, że ja jestem osamotniona w działaniach, ale nie poddaję się. Tu gdzie pracuję, muszę zostać do końca miesiąca, potem wracam do kraju a mój prześladowca zostaje tutaj. Postanowiłam dużo rozmawiać z córką i rodzicami, aby podtrzymali mnie na duchu. Jestem niezależną finansowo kobitą w sile wieku, i tak myślę, że jeszcze mnie coś dobrego w życiu spotka, ale musi upłynąć dużo czasu, aby komuś po raz kolejny zaufać, nie poddaję się. Trzymajcie za mnie kciuki! Jeszcze się odezwę!

Odpowiedz
~gosc
~gosc

Należy sobie przypomnieć wszystkie negatywne strony tego toksycznego związku, jak było się poniewieraną, że według tych nic niewartych fagasów traci się poczucie wartości siebie samej, to od razu dostaje się wstrętu do całej sytuacji i czuje się nienawiść. I wtedy można powiedzieć sobie: dość tego wszystkiego, jeszcze coś mi się należy od życia i nie czekać, aż się człowiek zestarzeje i nic dobrego w życiu nie zazna, i patrzeć przez palce na uciekające życie. Pomyśl, że już wiosna, postaraj się o nową miłość, zawsze się znajdzie, jak się chce, i nie ma co butwieć dalej już w zgniłym związku. Piszę to na podstawie własnych doświadczeń, a nie jestem już młoda i nie martwię się że zostanę starą panną do końca życia. Zawsze miałam pecha do facetów, niedawno zakończyłam 3-letni zgniły związek - strata czasu. To był związek z tyranem i egoistą, jak sobie wspomnisz wszystkie najgorsze chwile, to chęć ci sama odejdzie od takiego dupka. STOKROTKA

Odpowiedz
~gosc
~gosc

Chyba już było? WITAM WSZYSTKIE ZAWIEDZIONE I NIESZCZĘŚLIWE. Ja w Nowy Rok zakończyłam toksyczny związek, który trwał 3 lata, ale przez ten cały okres mogłabym napisać niezłą książkę. Związek ten zakończył się wielką awanturą, ale ponoszę tego skutki depresyjne. Nie wyobrażałam sobie, że niby ukochana osoba może cię wykańczać psychicznie i całą moją rodzinę, ale mam to już za sobą. Czym więcej o nim myślę i o tym co mi złego zrobił, tym bardziej go nie nienawidzę.

Odpowiedz
~gosc
~gosc

Witajcie, ja także jestem po 20 letnim zwiazku mizoginistycznym. On karmi się sprawowaniem kontroli nad całą tobą, stosuje przemoc psychiczną. Wytrzymałam tyle lat. Teraz nie mogę sobie darować, że aż tyle, trzeba było zakończyć to dużo wcześniej. Niestety takie rozstanie z takim człowiekiem zostawia ślady, jestem bez niego 6 miesięcy, a jeszcze przy podejmowaniu pewnych decyzji łapie się na pytaniu co on na to. Jeszcze niekiedy odczuwam lęk, ale to nic w porównaniu co było wcześniej. Mimo to jestem teraz szczęśliwsza, i moje dorosłe już dzieci także. Wiecie co, z własnego długoletniego doświadczenia proponuje Wam dziewczyny, które tkwicie w takich związkach, zakończcie to, wasze szare komórki i zdrowe myślenie, które zostały zaburzone mogą się zregenerować, a Wy poczuć wreszcie SOBĄ .

Odpowiedz
~czesi
~czesi

ja tez bylam w takim zwiazku tyle ze nie w polsce ale w irlandii;zylam z czlowiekiem zonatym przez 5lat zaczelo sie niewinie tylko zwykla znajomosc ;ale po jakims czasie zakochalam sie ;on ciagle obiecywal ze sie rozwiedzie ale to byly tylko slowa a ja wierzylam ;wyjerzdzal dopolski kupil dom dla zonki i wracal do mnie goly i wesoly ze znowu zarobi i wysyla kase do domku ja ciagle zylam nadzieja ze to sie zmieni ze on mnie tez kocha sluchalam klamstw przez 5lat bolalo mnie to bardzo ze jechal do zonki prosilam iblagalam aby cos zmienil a on tylko obiecywal bedzie dobrze]a ja sie wykanczalam ;mialam dobra intuicje i wiedzialam podswiadomnie ze to stek klamstw ze corka chora ze zonka ma operacje i takie tam ;czasem sie zastanawialam dlaczego jestem tak glupia ze w to wierze ;moja rodzina jego dawno rozgryzla ze to klamca i zly czlowiek i mnie tylko wykorzystuje a ja mam klapki na oczach;mieszkal w poznaniu a kupil dom lub zbudowal kolo poznania ;paledzie;jakas okolica poznania;nie moge pojac ludzi ktozy krzywdza innych jak potem moga zyc spokojnie i cieszyc sie zyciem ][jest mi ciezko o mnim zapomniec ale wierze ze czas zagoji mi rane w sercu i wiem ze musze zyc dla mojej rodziny pozdrawim ala

Odpowiedz
~sokolniczka
~sokolniczka

Potrzebuję rady.Moja młodsza siostra jest w toksycznym związku już 5 lat.Od początku go nie znosiłam,zresztą tak samo jak pozostałe siostry.Postanowiłam jednak udawać,że go toleruję ze względu na siostrę, by nie stracić więzi z nią.Ostatnio jego zachowanie tak się pogorszyło,że zwyczajnie zaczynam się go bać,nie mówiąc o tym,że słabo mi się robi na myśl co ona z nim przechodzi.Kiedyś była wesołą energiczną dziewczyną,która nie dała sobie w kaszę dmuchać. Dziś,mimo 28lat, wygląda jak stłamszona umęczona kura domowa z wieloletnim stażem w fatalnym małżeństwie. I chyba się go boi.W naszym domu nigdy nie używało się wulgarnego języka. A on przeklina nawet zwracając się do własnej matki przez telefon.Jest zwykłym wulgarnym ch***. On nawet nie stwarza pozorów,nikt mu nie podskoczy, to temu by nastukał, to tamtemu.Do siostry zwraca się bardzo obraźliwy sposób przy innych 'ty grubasie' ' co ty rozumu w tej łepetynie nie masz?',do tego wszystko usiane przekleństwami.Czasem szarpie ja za szyję mówiąc ,że udusi, i to nie wygląda wcale na żart i jej tez nie do śmiechu. Boję się czy on jej nie bije..Będąc ostatnio na zakupach, nie chciała się rozebrać w przymierzalni, wszystko zakładała na koszulkę z długim rękawem. To bardzo skryta dziewczyna, nie mówi o tym co czuje,ciężko wziąć ją na zwierzenia.Wiem,że muszę coś zrobić bo ona ginie w oczach.Potem nie darowałabym sobie,że jej nie pomogłam,muszę chociaż spróbować. Oni nie mieszkają razem, to związek dojazdowy.Boję się,ze jak on w końcu się do niej wprowadzi,lub wyskoczy z pierścionkiem, to będzie już za późno, nie uwolni się. Jak mam jej pomóc, jak mam jej uświadomić,że on ją krzywdzi,i że ona zasługuje na coś więcej?Jak to zrobić by nie stracić przy tym siostry? Myślałam o psychologu,ale zanim do tego dojdzie muszę ją jakoś do tego nastawić, przygotować.Bardzo proszę o radę..

Odpowiedz
~ruda25
~ruda25

witam. Też mam ten problem. Jestem w zwiazku od 5 lat. Nie jesteśmy małzenstwem i nie mamy dzieci.Moj chłopak pije, gra w automaty i traci kase...sporo kasy , klamie, obraza mnie , nie szanuje, swoja rodzine traktuje....odzywa sie jak najgorzej. Nie uczy sie, nic teraz nie robi.Nie pracuje, bo praca ktora mu zalatwilam mu nie pasuje.Sam nic nie potrafi zalatwic. Nie potrafie od niego odejsc.Jak juz probuje to mnie szantazuje ze wezmie kredyt, ze sie zabije. Jak cos mu nie wychodzi to mowi ze to moja wina.:( nie daje juz rady. :(pozdrawiam

Odpowiedz
~asia1334@op.pl
~asia1334@op.pl

Witam!mam 24 lata,od 9 lat jestem w związku z męzczyzną który zniszczył wszystkie moje priorytety.Przezyłam z nim wszystko co człowiek moze przezyc,wielką miłość,zauroczenie,zdrady!,poniżanie...On mowi ze mnie nie kocha ale nie potrafi odejsc boi sie przyszłosci bezemnie,wielokrotnie próbowalismy sie rozstac natomiast nie da sie.Jestem od niego uzalezniona psychicznie jak równiez fizycznie.Kiedy sie kłócimy i jestesmy bliscy rozstania dostaje gorączki i mam objawy grypowe.Chodze do psychologa na terapie narazie bez poprawy.Choc sukcesem jest przyznaniesie do uzaleznienia!jestem na skarju wytrzymania,oprócz niego nie mam nikogo,jestemsamotnym człowiekiem.Ktoś napisze-wyjdz do ludzi.Tylko ze wszystkie kolezanki mają mężów lub partnerów,a ja bede wracac do pustego domu.Nie widze wyjscia z sytuacji.Myślę ze smierc byłaby rozwiazaniem moich problemów.Aktualnie jestem na bezrobociu siedze w domu i sie zamartwiam.Jesli ktoś chciałby napisac parę słów od siebie piszcie

Odpowiedz
~zerowa optymistka
~zerowa optymistka

Jestem w malzenstwie juz 7 lat, zanim wyszlam za tego faceta bylam z nim przed slubem 6 lat. Nie pamietam kiedy to sie zaczelo, ale mam dokladnie to samo co Stokrotka. Kiedys bylam pelna zycia, pogodna, radosna, szczesliwa, bylam niepoprawna optymistka i bylo mi z tym dobrze. Od kiedy on zaczal sie czepiac o wszystko, o wszystko mnie winic, zaczelam czuc sie jak zero, ze nigdy nie potrafie nic dobrze zrobic, jedyne do czego sie nadaje to gotowac, sprzatac, prasowac i zajac sie dziecmi. Na kazde moje zdanie ma odp., kazda klotnia wg. niego jest przeze mnie. Ja wiem, ze tak nie jest, bo nie lubie sie klocic, mam wielu znajomych, przyjaciol, wszyscy mnie lubia....Jego nie lubi nikt, wszyscy sie go boja, nie chca przychodzic do nas do domu....Nie moge miec przyjaciolki z ktora sobie porozmawiam sam na sam, bo jak on twierdzi "on jest moim przyjacielem i nie potrzebuje nikogo wiecej". Po pracy o godz. 17 siada do komputera i tak siedzi do 23 - z przerwa na umycie dziecka. Mamy dwojke dzieci, ja pracuje do 16, w domu jestem o 17 i od 17.00: robie z dzieckiem lekcje, bawie sie z drugim w miedzy czasie, robie pranie, gotuje obiad na drugi dzien, myje naczynia, potem prasowanie wieczorem...i spac. I tak jest codziennie. On tylko myje corke, zajmuje to 10 min. To sa jego obowiazki domowe...Kiedys mu wypomnialam, ze malo robi i za kazdym razem slysze to samo: "chcesz to plac rachunki, rob zakupy i odwoz dzieci do szkoly"...Ale ja uwazam, ze to jest jego obowiazek, bo pracuje 5 min od szkoly dzieci, jezdzi do pracy samochodem. Szczerze, to chcialabym robic to wszystko, ale pod warunkiem, ze jego nie bedzie juz z nami. Nie kocham go....czuje sie przy nim jak zero, nie warta nic....Wychodzac raz na pol roku z kolezanka na piwo slysze: "napisz smsa" a ja piszac smsa zastanawiam sie czy dobrze napisalam, tak, zeby sie nie czepial....niestety, zawsze jest cos o co jest sie przyczepic....Krzyczy na mnie jak nie odbieram tel. bo nie slysze, krzyczy jak zapomne czegos z domu i musze sie wrocic,a zajmuje to minute....krzyczy jak obiad jest nie taki jak on chcial, surowka nie taka jak chcial....zawsze jest zly jak jest nie po jego mysli....Krzyczy na dzieci, jak on to mowi "podnosi glos..." dzieci chodza zestresowane, budza sie w nocy....Moja mama powiedziala, ze jestem zupelnie inna osoba przez niego, nie mam w sobie tyle radosci i zycia....Chcialabym odejsc, ale sie go boje....krzyku, ponizania, boje sie go po prostu....ale mam dosc juz takiego zycia, placze codziennie, budze sie zestresowana, klade sie spac zestresowana....kazda rzecz, ktora robie musi byc przemyslana, zeby nie bylo tak, ze jest cos nie po jego mysli....pomozcie, bo nie wiem co mam robic....

Odpowiedz
~Imię
~Imię

Hejka
Jestem w takim związku od 4 lat i mam dość on mnie bije, wyzywa od najgorszych, nie mam gdzie sie wyprowadzić. Niewiem co mam robić prosze pomocy.

Odpowiedz
~Anaszanti
~Anaszanti

Witam!
Mam na imię Ania. Jestem w chorym, toksycznym i zatruwającym życie związku od ponad 3 lat. Zanim GO poznałam byłam sama, ON jest moim 1 chłopakiem, bardzo mi ta samotność doskwierała i jak GO poznałam to odetchnęłam, że w końcu nie będę sama, że będzie maił kto mnie przytulić po prostu po kocha.... spotykaliśmy się 3 miesiące - było dobrze, po 3 miesiącach podjął prace( bo był bezrobotny) blisko mnie, a że mieszkał daleko ode mnie zaproponowałam żeby zamieszkał u mnie - po 3 miesiącach naszej znajomości - i to był mój największy błąd w życiu - powoli się wszystko co najgorsze mnie w życiu spotkało zaczęło. Awantury o byle co, wyzywanie od najgorszych. To trwa cały czas, ja samej siebie nie szanuje, sama siebie nienawidzę. On zawsze stawiał siebie na 1 miejscu, ja byłam ta najgorsza, ON w silnej złości potrafi wziąć silne leki.... niszczył rzeczy w moim domu, robi awantury w obecności mojej mamy. Wyzywa od najgorszych, awantury u nas jak nie ma 2 dni to święto, ap ropo świat, każde musiał popsuć swoimi zachowaniami- zawsze coś nie pasowało-każde święta czy też zwykłe imieniny nie były przy nim świętami. Mieszka u mnie, on pracuje, ja nie - ma przewagę że przynosi pieniądze - mnie miesza z błotem ze nie pracuje. Jego mama kupiła nam pralkę, lodówkę i kuchenkę, on wziął telewizor na raty. tysiąc razy chciałam się rozstać i nadal chce, nawet groziłam policją, w swojej mamie nie mam wsparcia, muszę liczyć na samą siebie, ciężko mi coraz częściej myślę o śmierci. pragnę mieć dziecka - ale nie z nim. Niedawno kazał mi się ...autem i miałam stłuczkę.... zdenerwowana jechałam... mam dość, mam 23 lata a czuje się jak bym była 40letnią kobietą po przejściach. Ile łez wylałam... mam bardzo trudną sytuację w razie rozstania musiałabym mu chyba to wszystko co zakupiła jego mama oddawać- on mieszka u mnie równe 3 lata a pracował/ pracuje 29-30 miesięcy. Bardzo go nienawidzę, szantażuje mnie, poniża, nawet byliśmy 2 razy u psychologa ale to nic nie dało. Oszukiwał mnie, bardzo poważnie przez parę miesięcy...... jak ktoś chciałby do mnie napisać

Odpowiedz
~martaaaaaa23
~martaaaaaa23

witam , w 100% Pania rozumiem bo przezywam takie samo pieklo. Mamy rocznego synka mieszkamy obecnie w belgii i to maz zarbia na rodzine, ja siedze w domu i pilnuje synka + dodatkowo innego polskiego dziecka oczywiscie za kase. mam raka sama sytuacje jak Pani, on pracuje po15godzin dziennie i jego jedynym obowiazkiem w domu jest wlaczanie i po 3-4 godzinach wylaczanie komputera. Boje sie odezwac juz nie raz podniusl na mnie reke, nie raz chodzilam z widocznymi sladami po jego dzialaniu, obdarcia na twarzy, slady duszenia itp. Poniza mnie, krzyczy, wyzywa wsyd mi przed wszystkimi bo wszyscy nasi znajomi oraz moja rodzina widzi jak mnie traktuje a ja dalej go bronie i udaje ze nic sie nie dzieje.Licze ze jeszcze zrozumie ze robi zle. dzis przyjezdza moja mama a on powiedzial dzis do mnie '' nie chce widziec tej grubej swini w domu, bo inaczej cie z***''.Boje sie kolejnego dnia nie wiem co mam robic, jestem od niego zalezna finansowo, nie mam gdzie wrocic w polsce.Nie pracuje w polsce ze wzgledu na syna. Jestem klebkiem nerwow, nigdzie nie moge wyjsc, z nikim sie spotykac, czuje ze moje zycie umyka mi przez palce a mam dopiero23lata . Najgorsze jest to ze ja go chyba kocham..trudno mi tak zyc ale musze mamy synka, co ja dam mu jesc? gzdie bedziemy mieszkac? kiedys mu powiedzialam ze odchodze a on powiedziala ze nie zabiore mu syna jesli chcem to moge sama wyjechac ale dziecko jest jego i zagrozil ze jesli go wywioze zawiadomi policje i bede miala problemy...gdy to pisze lzy plyna mi po policzku bo czuje sie taka bez silna...

Odpowiedz
~zdecydowana
~zdecydowana

czytam to jak o sobie, z tą różnicą że mój mąż ani nie umyje dziecka ani nie zawiezie do szkoły, no i 4 lata temu znalazł sobie pannę . Dwa lata temu próbowałam sie rozwieść. Jak mu otym w końcu powiedziałam zaczęło się prawdziwe piekło. wykrzykiwał do dzieci że to ich wina, połamał obrazy od mojej siostry, pobil mnie, próbował uderzyć krzesłem- połamało sią na podłodze na szczeście nie na mnie, wyganiał ze wspólnego domu i biura, groził -TRAGEDIA. Potem po około pół roku stwierdził że jednak mnie za wszystko przeprasza, że kocha, że się zmieni.. Ja naiwna uwierzyłam, wycofałam pozew. Dobrze było przez pół roku, potem znów brak czasu dla dzieci, czepianie sie o wszystko, podporządkowanie wszystkiego jego szkole (robi 2-gi kierunek studiów , chociaż jest dobrze zarabiającym projektantem konstruktorem, nie będzie płacił architektowi za podbicie projektu). Na wakacjach o mało nie rozbiłam jachtu o most , bo nie chciał pomóc (4 dzieci na pokładzie) bo "nie będziesz mi dyktowac co mam robić". Po mału, po mału patrzyłam jak wracają "stare czasy". Pękłam, gdy zaproponowałam mu ze moze wyjedziemy bez dzieci w grudniu na tydzień na narty, a on zrobił mi awantre, ze on ma przeciez szkołę!!! nie odzywamy sie od miesiąca, na dzieci płacic nie chce, grozi, manipuluje psychicznie, że dzieci mi "podziękują" za rozbicie rodziny. One już potrzebują psychologa. Postanowiłam -tym razem się rozwiodę !!! Szkoda zycia dzieci i mojego. Mamy dość zanaczny majątek, chociaż jak on to mówi, to jego dom, jego biuro, ja za to nic nie robię . Przez kilka lat wspólnie prowadziliśmy biuro. Jego bolało ze ja wychodzę o 15 - nie ważnę że do dzieci. Byłam tak stłamszona, że o wszystko go pytałam, bo był ciągle nie zadowolony. Bałam sie kupic dzieciom buty bez jego opini. On za to kupował , kupował - programy za grube tysiace, wszystkie najnowsze aktualizacje, telewizor bez mojej wiedzy i cała masę innych rzeczy. Jak poprosiłam aby kupił robot za 500 pod choinke (mamy 2 psy i 2 koty w domu) do odkurzania - to usłyszałam - tak, zowu(?) kupie i okaże sie że nie sprząta- po co?. Dodam, że sprzątam tylko ja nasze 160 m2. Skoro i tak robię wszystko sama , prowadzę już teraz osobne biuro, mieszkać w domu nie muszę, po co truteń, który jeszcze przy dzieciach robi awantury??!! Zostanie sam w dużym domu, bez nikogo, bo wszycscy sa głupi. Wiem tylko, że podział majatku to będzie męka, bo jak powiedział 2 lata temu - "co ty chcesz dostać jak wszystko jest moje?, wszystkie rachunki ida z mojego kąta,myślisz że sąd jest głupi??!! Sprzedam wszystko za złotówkę, abys tylko ty nic nie dostała" DOŚĆ! Napisz jak twoja sprawa sie rozstrzygnęła, powodzeni!!! Co nas nie zabije to wzmocni- święte słowa!

Odpowiedz
~basia1983-1983
~basia1983-1983

mój mąż mi powiedzał że mogę w burdelu pracować,teraz zrozumiałam nie kocha mnie jednak boję się odejść

Odpowiedz
~silva1984
~silva1984

Witam mam 28 lat od 4 lat tkwię w toksycznym związku z żonatym mężczyzna , problem polega na tym za nim zaczeliśmy sie spotykac jako kochankowie łaczyła nas ogromna przyjażń i to właśnie nas do siebie bardzo zbliżyło . ja całkowicie dla tej milości zmieniłam zycie , wyjechałam do miasta gdzie on mieszka ,zostawiłam rodzine,znajomych, z nadzieja na nowy związek. wszystko było trudne nowa praca, otoczenie ,nowe kontakty i znajomi z czasem sie wszystko ułożylo , On bardzo mnie wspierał tylko z czasem zaczełam zauważc ze to nie jest tak jak ja sobie wyobrażałam miłośc tzn, zawsze jestem na drugim miejscu , nie ma dla mnie tyle czasu , on zaczyna byc wygodny kontakt jest wtedy jak jemu odpowiada , spedzalismy całe dnie z soba a nagle z godzina w zegarku wychodzi. zaczynam sie buntowac i wymagam więcej co powoduje sprzeczki .to skrót 1/8 sytuacji . mimo to jest dla mnie idealny i takiego mężczyznę chciałabym miec przy sobie . Kocham go , ale bardzo cierpię zdaje sobie sprawe ze nigdy żony nie opuści , a ja tesknie , myślę jesli tylko cos jest nie tak zawsze ja obarczam się wina i przepraszam. chce się uwolnic poznac normalnego faceta miec to poczucie bezpieczenstwa . boje sie ze zrywajac te znajomosc zostane sama w obcym miescie , i ze zniechece sie do zwiażku .

Odpowiedz
~ZDRADZONA
~ZDRADZONA

witam wsystkich.ja tez mam taki sam problem jestem 0d jakis 4 lat z klesiem ktory bawi sie mna nie szanuje nie kocha.podniosl na mnie reke tez kilkarotnie wszyscy mowia ze mam go zostawic to nie takie proste mamy dzieci nie mam za bardzo jak zorganizowac opieki by sie samej utrzymac.jesli macie jakies kontakty do psychologa to prosze podajcie.juz nie mam sil..na nic..mysle czy nie lepiej by bylo ze soba skonczyc....pozdrawiam.ZDRADZONA..

Odpowiedz
~avalon
~avalon

Tez byłam w takim związku na szczęście tylko 1 rok albo aż rok. Wychodzę z założenia ,że każdemu nalezy dać szanse i chyba jak kazda kobieta wierze,że potrafię zmieniać świat na lepsze. Zaczął porządki od organizowania mi czasu, komentowania moich znajomych-w bardzo wulgarny sposób, moja rodzina tez mu nie odpowiadała i oczywiście stawiałs ie w roli biednego schorowanego i gnebionego przez cały świat. Weekendy musowo musiałam spedzac tylko z nim nie było mowy o wypadzie na narty itd. moja rodzina poszła w odstawkę jesli sie bunowałam wydzwaniał na wszystkie dostepne numery po tysiac razy. Oprócz spotkan z nim musiałam non stop nawijac z nim przez komórke opowiadac co robie albo czego nie odbieram w rezultacie dostałam obrzydzenie do telefonu totalne. Mnie tez wyzywał zwłaszcza po alkoholu wtedy tez wydzwaniał jak psychopata i potrafił mi np. powiedziec ,ze własnie nałykał sie prochów i konczy ze soba. Zdarzało się,że przyjezdzał do mnie pijany. Kłamał bardzo często i gęsto oczywiscie przepraszał za swoje zachowanie przyjezdzał z kwiatkiem -wybaczyłam ale wiedziałam ,ze to juz koniec niedługo. I tak pewnego dnia powiedziałam najblizszym jaki jest wobec mnie jak mnie traktuje otworzyłam sie-o co miał do mnie pretensje bo on uwazał ,ze wszystko miedzy nami ma pozostac. Wygadałam się i przestałam sie do niego odzywac zerwałam znajomośc oczywiscie przyjechał jeszcze ze 2 razy ale pocałował klamkę i dostał odprawe od domowników. wydzwaniał chyba z miesiac telefon za telefonem az wkoncu wszystko sie wyciszyło. zrozumiał wiele ale ja w jego cudowna zmiane nie wierze nadal odzywa sie dco jakis czas ale powiem wam szczerze nie chce mi sie z nim nawet zdania zamieniac dla mnie to idiota i osobnik niedojrzały do bycia z kimkolwiek. Strasznie to przezywałam nie czułam nic do niego włąsciwie to chyba byłam z nim z litosci ale bałam sie ,z epo rozstaniu zrobi mi totalne bagno. Zdarzało się ,ze żeby zasnąc musiałam pomagać sobie alkoholem . wiedziałam,ze musze to zakończyć i walczyć o siebie ,ż enikt nie ma prawa mnie zniewalać w jakikolwiek sposób i dysponować moim życiem wiedziałam ,ze jesli nie zrobie nic moje zycie bedzie stracone , bo co to za zycie z takim człowiekiem. Nie wiem czy dałabym radę gdyby nie rodzina jestem spokojna osobą i nie rozumiem ataków agresji nie umiem się przed tym bronić zwłaszcza ,ze wcześniej miałam normalnych partnerów i dla mnie to był totalny szok,że ktoś może się tak zachowywac. Teraz jestem już rok po rozstaniu i wracam do normalności:) nie nalezy dawac szansy ludziom którzy na nia nie zasługują. Pamiętajcie kobietki i faceci jeśli macie takiego psychopatę to bez skrupułów odciąc sie poprosic o pomoc przyjaciół i bliskich, sąsiadów kogokolwiek i odciąc się od wariatów, bo macie tylko jedno zycie i to tylko wasze zycie, a zycie z takim człowiekiem wypala do cna jak zaraza przyjaciele znajomi odwracaja sie od nas bo widza inna osobe która od nich stroni. Ratujcie się i nigdy się nie przekreslajcie nigdy!

Odpowiedz
~Kaaaaaa
~Kaaaaaa

Witam, w pewnym sensie Wasze wypowiedzi dały mi wsparcie. Ja tkwię ponad trzy lata w totalnie zakręconym (negatywnie) związku. W przeszłości byłam bardzo pozytywną osobą, która otaczała się 'wianuszkiem' wspaniałych znajomych. Poznałam mojego faceta przypadkiem, który totalnie stracił dla mnie głowę (tak mi się wydawało), tym bardziej, że nie jest atrakcyjnym facetem.. Nigdy nikt wczesniej nie starał się tak bardzo o mnie. Wydawało mi się, że wchodząc z Nim w związek, będę miała idealną przyszłość. Dość szybko wiele się zmieniło: problemy z hazardem partnera dość poważne, które prowadziły do strasznych długów, totalny brak szacunku do mojej osoby, który udzielał się przez przezwiska czy tez zdrady, wyjątkowy wredny charakter partnera, bicie i poniżanie. Zawsze byłam osobą, która była w stanie wybaczyc wiele, a także wiele zrozumieć. Przez ten cały związek straciłam szacunek do samej siebie, a moje wartości i priorytety życiowe gdzieś zanikły. Wszystko się kręciło wokół partnera, który w przeciwieństwie do mnie był z dość ubogiej rodziny i którego wiecznie musiałam wspierać finansowo mimo tego, że on pracował a ja studiowałam w trybie dziennym i jedynymi pieniędzmi jakie posiadałam były te, które dostałam od rodziców. Na rzecz mojego związku straciłam kontakt z przyjaciółmi. Rok temu postanowilam definitywnie odejść (mimo wszystko były wczesniej rozstania które po około tygodniu kończyły się powrotem i obietnicami o zmianie). Niestety wytrwałam około 6miesięcy kiedy mój partner miał około 3 dziewczyn w tym okresie. Spedzilismy wspólnie wakacje nad morzem, które były najgorszymi wakacjami w moim życiu. We wrzesniu postanowilismy do siebie wrócić i było w miare ok przez około 3 miesiące, a potem wszystko wróciło do normy, a nawet może jest jeszcze gorzej. Nie umiem tego związku zakończyć, za każdym razem kiedy próbuję partner od razu dzwoni, pisze, przyjeżdża, chce rozmawiać, wyjaśniać, a w sumie nie wyjaśniamy nic. Zdaję sobię sprawę z braku przyszłości u boku tego faceta, lecz chyba boję się samotności...Chyba jestem od niego w jakiś sposób uzależniona, a wydaje mi się, że jemu zwiazek ze mna jest na rękę bo może robic co chce, wiec, że ja jestem w porządku wobec niego i wiem o wszytkich jego problemach, więc może mi sie wygadać... Mam nadzieję, że uda mi się w końcu to definitywnie zmienić i odejść. Na całe szczęscie pozostało mi jeszcze pare bliskich osób które mnie wspierają. Marzy mi się inna przyszłość w 'zdrowym' związku. Trzymajcie kciuki ;-)

Odpowiedz
~magdalena0123
~magdalena0123

czytam i czytam, i w Twoich słowach widzę siebie.......najgorsze jest że Pieniadze szczescia nie dają, jasna cholera masz wszystko - i nie masz nic po za- tyranem -ktoremu wiecznie cos nie pasuje, jak ja Cię rozumię;-((( moze kiedyś nabiorę odwagi i uwolnie siebie i dzieci - to taki ponizajace, najgorsze jest to ze tak wiele kobiet ma taki sam problem - życie to nie pudełko czekoladek- musimy to przetrwać !!!

Odpowiedz

Porady ekspertów

Jak sobie poradzić po toksycznym związku?

Witam. Mam 22 lata. 3 lata byłam w toksycznym związku. Teraz mi się oczy otworzyły. Właściwie...

mgr Paulina Stolorz Porady udziela mgr Paulina Stolorz mgr psychologii klinicznej, psychoterapeuta.
Nie wiem, co robić. Czy ten związek ma sens?

Z moim chłopakiem jestem ponad 3 lata. Od 4 tygodni mieszkamy w Anglii. Wyjazd był spontaniczną...

mgr Paulina Stolorz Porady udziela mgr Paulina Stolorz mgr psychologii klinicznej, psychoterapeuta.
Jak uciec z toksycznego związku?

Nie będę się rozwodzić nad moją sytuacją długo. Jak znaleźć tyle siły, żeby odejść? Przeszłam...

mgr Paulina Stolorz Porady udziela mgr Paulina Stolorz mgr psychologii klinicznej, psychoterapeuta.
Pomocy! Ten związek mnie niszczy...

Jestem ze swoim chłopakiem 2 lata. Dużo razem przeżyliśmy, ale było mnóstwo pięknych...

mgr Paulina Stolorz Porady udziela mgr Paulina Stolorz mgr psychologii klinicznej, psychoterapeuta.
Trudne relacje córki z zaborczym starszym chłopakiem

Moja 18-letnia córka spotyka się z chłopakiem 10 lat starszym. Wszystko zaczęło się...

mgr Kamila Krocz Porady udziela mgr Kamila Krocz psycholog społeczny, autorka wielu publikacji dotyczących rozwoju osobistego oraz warsztatów z doradztwa zawodowego i komunikacji międzypłciowej.
Co zrobić z chorobliwą zazdrością?

Witam, mam na imię Marcin, mam 20 lat. Mam problem z zazdrością. Mam wspaniałą dziewczynę,...

mgr Joanna Żur-Teper Porady udziela mgr Joanna Żur-Teper psycholog, seksuolog, psychoterapeuta.
pokaż 10 następnych
Zamknij Załóż konto
Zamknij Logowanie

Nie masz konta? Załóż teraz

Zapomniałem hasło Przypomnij hasło

Zamknij

Wypełnij swoje dane

Ryzyko schorzeń często zależne jest od płci, wieku i wykonywanego zawodu

Wiek determinuje zarówno ryzyko schorzeń, jak i rodzaj leczenia

Dzięki informacji o Twojej lokalizacji i ubezpieczeniu, będziemy mogli zaproponować Ci najlepszych specjalistów i kliniki zajmujące się Twoim problemem

-

Dane kontaktowe potrzebne są nam do powiadomienia Cię o odpowiedziach specjalistów

Akceptuję regulamin zadawania pytań.
Cofnij