Zapytaj lekarza

1 , 0 1 5 , 1 2 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Czy ryzykować powrotem do pracy z poczucia winy?

Pod koniec września zeszłego roku podjęłam pracę (rejestracja w... poradni psychiatrycznej), która byłaby bardzo satysfakcynująca, gdyby nie ogromnie toksyczna i stresogenna atmosfera, tworzona przez najbliższe koleżanki i jedną z kierowniczek... W efekcie, już po pierwszych 3 dniach, rano prosto z pracy wylądowałam na SORze z dusznością, kołataniem serca, płaczem nie do pohamowania, drętwieniem rąk i nóg. Następnego dnia znów byłam w pracy i było ok. Przy okazji zgłosiłam się do poradni kardiologicznej z powodu nadciśnienia. Tak przetrwałam do końca lutego, gdy dopadł mnie zagadkowy dla lekarzy zawał serca (ostateczna diagnoza to mniej więcej: ostry zawał podwsierdziowy bez martwicy, z podejrzeniem dławicy Prinzmetala, ale z brakiem śladu skurczu naczyń). Mam spore obciążenie rodzinne, więc nie byłam zaskoczona. Po wypisaniu ze szpitala byłam na 30-dniowym zwolnieniu. Gdy miałam wracać do pracy, lekarz medycyny rodzinnej uważała, że to zdecydowanie za wcześnie, ale ze względu na otrzymane zaświadczenie od lek.rodzinnej, że leczenie zakończono, wyraziła zgodę. Zaznaczyła jednak, że idę na próbę i – jeśli uznam, że nie daję rady – mam od lek.rodzinnego wziąć jeszcze miesiąc zwolnienia. Wróciłam w środę po Wielkanocy. Reakcja najbliższych koleżanek była taka, jakby między nami było lustro weneckie – ja je widziałam, ale one mnie nie zauważały (poza pojedynczym, czysto służbowym zwracaniem się do mnie, ani razu żadna z nich nie zapytała, jak się czuję, czy jest już w porządku, czy w czymś mi pomagać, itp.). Na koniec dnia pracy zostawiły mnie z resztą obowiązków do dokończenia, nie pytając, czy dobrze się czuję, czy dam radę, a same poszły do domów... Czułam się zmęczona, osłabiona i smutna. Następnego dnia rano w pracy czułam się dobrze, ale po godzinie zaczęłam mieć takie objawy, jak na samym początku pracy w tym miejscu – kołatanie serca, problem z oddechem, drżenie, łzy płynące bez powodu, drętwienie rąk i nóg... Pielęgniarka dała mi jeden lek na uspokojenie, który nie zadziałał. Potem dostałam Lorafen, który też nie zadziałał. Ostatecznie zawieziono mnie na SOR, gdzie przeleżałam 6 godzin pod monitorem i kroplówką (diagnoza żadna, poza anemią, ale związaną z barwnikiem). Dostałam zwolnienie do końca tygodnia, a w poniedziałek poszłam do rodzinnej i dostałam zwolnienie na kolejny miesiąc. Na wieść o tym szefowa powiedziała, że jak to sobie wyobrażam, że przecież podjęłam się tej pracy, to powinnam... itp.itd. Z trudem odpowiedziałam, że dla mnie najważniejsze jest teraz moje zdrowie i jakoś zakończyłyśmy tę trudną rozmowę... W zeszłym tygodniu byłam na pierwszym spotkaniu z psychoterapeutką, ponieważ znajoma zasugerowała, że może to nerwica somatyczna. Zwolnienie kończy się 6 maja, a mnie przeraża i doprowadza do łez sama myśl o powrocie do pracy w tym miejscu... Z drugiej strony mam poczucie winy, że tak długa moja nieobecność sprawia kłopot koleżankom i szefostwu... Wszyscy znajomi mówią, że mam sobie odpuścić tę pracę i skupić się na powrocie do zdrowia. Mąż też tak uważa, mówiąc, że chce mnie jeszcze długo mieć przy sobie, a przecież nie mam gwarancji, że jak wrócę do pracy, to znów – po 2-3 dniach – nie wywiozą mnie na SOR albo z kolejnym zawałem... Wiem, że mają dużo racji... Sama chciałabym spokojnie przejść proces psychoterapii na tyle, by poczuć się silniejsza i pewniejsza tego, czego potrzebuję. Wiąże się to z wzięciem dalszego, dłuższego zwolnienia i przekazaniem tej informacji w pracy – a ta perspektywa mnie wręcz paraliżuje... Co mam zrobić? Czy ryzykować powrotem do pracy z poczucia winy, czy jednak ciągnąć dalej zwolnienie i skupić się na leczeniu nie tylko serca, ale i psychiki...? Anna, 48 lat
KOBIETA, 48 LAT około miesiąca temu

Szanowna Pani, wskazane jest leczenie psychoterapia poznawczo - behawioralna i ewentualnie powrót do pracy. Pozdrawiam serdecznie

0

Witam, ja bym nie ryzykował. Szkoda życia i zdrowia. A przecież w pracy mogą zatrudnić kogoś na zastępstwo, na czas Pani nieobecności. W zasadzie jestem zdziwiony, że jeszcze tego nie zrobili, tylko wywierają presję na Panią. To w każdym bądź razie ich kłopot i to jest zadanie szefowej, żeby to rozwiązać. A Pani zadaniem jest zadbać o siebie. Pozdrawiam - Ryszard Chłopek

0
redakcja abczdrowie Odpowiedź udzielona automatycznie

Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych użytkowników.
Poniżej znajdziesz do nich odnośniki:

Strefa Kobiety